13.6.18

Koncert.

Pamiętacie jak rok temu dodałam wpis będący podsumowaniem dwóch koncertów? Mianowicie były to koncerty System of a down i Guns'n'Roses odbywające się z odstępem dwóch - trzech dni między sobą. Bardzo dobrze się wtedy bawiłam, bo System to zespół, który słuchałam od gimnazjum, a Guns'n'Roses ma w miarę przyjemne kawałki i jak się nastrajałam na koncerty, to dobrze mi się ich słuchało w autobusie, w drodze do pracy. Także do dziś nie żałuję faktu, że byłam wtedy na tym Systemie i Guns'n'Roses, gdzie jeszcze rok wcześniej byłam też na czymś co się zwało Power Festival (pozdrawiam wspaniałą komunikację między Łodzią, a Opolem. Po koncertach, które skończyły się jakoś ok. północy do domu dotarłam o... 10 rano?), tam z kolei był taki zespół jak KoRn, który darzę sympatią jakoś na równi z Systemem. No i byłam również na moim "ulubionym" Iron Maiden, promującym wtedy nowo wydaną płytę. A tę znałam wtedy na pamięć i miło było poskakać do połowy piosenek z nowo wydanej płyty. Ogólnie, byłam w życiu na jeszcze kilku innych koncertach (pomijam te wszystkie darmowe eventy jak Juwenalia czy dni miasta. No i tu warto wspomnieć, że byłam na Block B! Mój jedyny koreański koncert w życiu, ach), ale tu chciałam wspomnieć o tych koncertach na które jechałam bardziej dla towarzystwa aniżeli sama z siebie. No i na każdym z wydarzeń było super, naprawdę nie żałuję, miło wspominam, cieszę się, że wtedy i wtedy tam pojechałam, pomimo jakichś tam początkowych wątpliwości, ale... Do czego dążę? Dążę do tego, że w tym momencie piszę tę notkę na telefonie, siedząc w katowickim Spodku. Tak, piszę sobie na blogu zamiast bawić się tam z ludźmi na koncercie. Pobawiłam się na Megadeth (zespole, który też już raz widziałam na żywo i faktycznie całkiem dobrze znam, a tu byli supportem), a jakoś w połowie gwiazdy wieczoru (którą jest zespół Judas Priest) wyszłam z sali, bo zdałam sobie sprawę z tego jak ja cholernie się tam nudzę. Poważnie. To jest chyba mój pierwszy raz, że idę na koncert i wychodzę w połowie, bo mi się nudzi. Nawet na tych darmowych koncertach tak nie robiłam, a też nie każdy zespół z tych występujących znałam. Może to kwestia atmosfery? Może to kwestia ludzi? Może to kwestia mojego nastawienia? Bo nawet nie czekałam na ten koncert. Te poprzednie budziły we mnie jakąś większą motywację. Nie ukrywam, że już kilkukrotnie mówiłam głośno "nie chcę jechać, sprzedam komuś te bilety". A wiem, że kolega mojego towarzysza bardzo chciał jechać. I ja głupia mogłam mu te bilety sprzedać. No cóż. Co się stało, to się nie odstanie. Kasa poszła, ja po raz pierwszy jestem w tym Spodku, zobaczyłam to Megadeth i generalnie to po tym Megadeth mogłabym wracać do domu. Tak się jednak rozglądam i widzę, że nie jestem jedyną osobą, która nie stoi teraz tam na sali pod sceną albo nie siedzi na trybunach. Ciekawe co z kolei kierowało tymi ludźmi, że też już zrezygnowali z zabawy? Może też przyszli tylko na support. A może wolą sobie posłuchać z daleka. W mojej głowie kłębi się za dużo myśli. Stałam tak na tej sali i w ogóle nie interesowało mnie co się tam dzieje. Myślałam o różnych rzeczach, nuciłam sobie inne piosenki, wspominając przy okazji jak byłam na koncercie The Neighborhood, a przede mną stały laski, które do dość spokojnej i smutnej muzyki tańczyły tak jakby to był właśnie jakiś koncert metalowy. I jeszcze na mnie nakrzyczały po tym jak im zwróciłam grzecznie uwagę, że ich kucyki majtają nam po twarzach. Przepraszam bardzo, już nie będę nikomu zwracać uwagi.
Po co ja właściwie piszę to wszystko? Piszę to po to, żeby zabić jakoś czas do końca koncertu. Jest już prawie 23, więc prawdopodobnie koncert potrwa jeszcze może z pół godziny. Drugi powód jest chyba taki, że chcę z siebie wyrzucić te dziwne emocje, które się we mnie kłębią. Przede wszystkim zmarnowałam mój cenny czas, który mogłabym poświęcić na coś innego (chociażby na krótkie odwiedziny rodzinnego miasta i podjęcie milion pięćsetnej próby spotkania się z którąś z moich koleżanek). I chyba pierwszy raz w życiu ściska mnie taki żal w sercu (a przynajmniej w tego typu sytuacji). Domyślam się, że gdzieś tam są ludzie, którzy chcieliby się ze mną zamienić. No ale cóż mogę począć? Muszę to sobie jakoś zrekompensować. Chciałabym, żeby The Rose znów zawitali do Europy... Szkoda, że ich jeszcze nie znałam jak byli w tym roku w Europie. Może bym coś ogarnęła.
No cóż, nie biadolę. Zabiję sobie czas na Instagramie albo posiedzę na Tumblr. Niedługo wrócimy do domu, od razu po powrocie pójdę spać, a jutro zacznę dzień tak, żeby siać pozytywną energię wszędzie.
Ta notka jest bez sensu, jakieś durne biadolenie, ale hej! Pisałam to 40 minut... Szalona.

(O, akurat jak skończyłam dodawać hasztagi, to sie skończyło)

3 komentarze:

  1. Koncerty, mój ulubiony temat. ;P Byłaś na Block B. TT Zazdroszczę, bo doszłam do takiego samego wniosku jak Ty przy The Rose, szkoda, że wtedy, gdy pojawili się w pobliżu, nie przyszło mi do głowy, aby pojechać. A wtedy jeszcze mogłam chodzić na koncerty. Ale śledziłam wszystko w media społecznościowych. Zawsze to robię, sprawdzam jak dany zespół bawił się w Polsce/Europie, a potem beznadziejnie żałuję, albo czerpię radość z radości innych. Lubię czytać relacje fanów. Są zawsze pełne pozytywnych emocji. Chyba na koncerty chodzi się dla zespołu - muzyki, a jeśli nie dla zespołu, to właśnie dla towarzystwa. Czasem myślę, że pojechałabym na każdy koncert, nawet disco polo, gdybym w taki sposób mogła spędzić czas ze znajomymi. Wyjście na nudny koncert zawsze pozostawia poczucie zmarnowanego czasu i żal, zwłaszcza gdy pierwszy raz trzeba przełknąć taką sytuację, ale może tak to jest, że czas zmarnować jakoś też trzeba.
    Bałabym się pisać na telefonie, choć chyba na blogspot szkice zapisują się automatycznie. Ale nie wiem tego na 100%, bo notki tworzę na dysku google w dokumentach.

    Masz tumblra? ;> A coś tam wrzucasz/"reblogujesz" czy tylko tak przeglądasz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja Tobie zazdroszczę, bo Ty byłaś na VIXXach ;) Ja spartoliłam wtedy temat. Nie pojechałam na VIXXy tylko dlatego, że miałam w tamtym czasie praktyki w szkole, a koncert był jakoś w niedzielę i nie dałabym rady na drugi dzień ogarnąć tej szkoły :/
      Szkoda tych koncertów czasem, ale to też tyle pieniędzy kosztuje... Ja rozumiem, że zespoły też na tym zarabiają, no i generalnie jak się naprawdę lubi jakiś zespół, to powinno się potrafić oddać każdy grosz, ale no cóż, niestety nie samą muzyką człowiek żyje.
      O tak, dobrze jest mieć towarzystwo w takich sytuacjach. Mi w tamtym przypadku akurat wyjątkowo towarzystwo nie pomogło. Może dlatego, że tamten zespół to kompletnie nie moje klimaty i nawet jak bardzo się starałam udawać, że jest fajnie, to już dłużej nie mogłam...
      Ale tak jak mówisz, czas też trzeba jakoś zmarnować ;P
      Ja w ogóle nie lubię pisać na telefonie, jak tylko mam możliwość, to od razu lecę na laptopa albo, jeśli nie mam dostępu w danym momencie, to stwierdzam, że sprawa i tak nie jest aż tak niecierpiąca zwłoki. No chyba że to są sytuację tego typu jak tamta.

      A mam tumblra i stety/niestety coś rebloguję, ale jest to przeważnie jakaś gejoza .-. Nazywam się paralyzed-umbrella

      Usuń
    2. Widzisz, a ja wydałam ostatni gorsz na VIXX, a mogłam pojechać, bo byłam wtedy bezrobotna. Masz rację, że to dużo kosztuje, zwłaszcza koncerty kpopowe w Europie, ale co zrobić, muszą zwrócić im się pieniądze zainwestowane w trasę.

      Zaobserwowałam Cię na tumblrze. Nie chciałam tak wprost wyciągać od Ciebie adresu, bo akurat mój tumblr ukrywam przed światam, gdyż zdarza mi się tam okropnie marudzić w tagach albo "fangirlować", albo w ogóle no, trochę obciach. Ostatecznie tumblra traktuję z przymrużaniem oka i pewni dlatego lubię tam marnować mnóstwo czasu. Od razu będziesz wiedziała, która to ja. Od wieków mam tę samą nazwę, choć również od wieków chcę ją zmienić. Niestety, albo mam pustkę w głowie, albo wszystkie dobre adresy są już pozajmowane. :/ No a u mnie na tumlrze kpop, filmy i czasem jakieś przypadkowe rzeczy.

      Usuń