10.1.18

Dzień Dobry w Nowym Roku.

Mamy dziesiąty dzień Nowego Roku, a ja już siódmy dzień tegoż roku męczę się z katarem. Z jednej strony miałam dobry pretekst, by drugiego stycznia nie iść do pracy i ogromne szczęście, że lekarz do którego się wybrałam, wystawił mi wtedy zwolnienie do piątku włącznie. Jak się jednak okazało, nie muszę się już tak tą pracą przejmować, gdyż ten miesiąc jest moim ostatnim miesiącem pracującym. Tak się właśnie zaczął ten cudowny 2018. Nie ukrywam, że i tak chciałam zmienić tę pracę, ale znowu wyszło na to, że to nie ja jestem osobą, która dziękuję i odchodzi, a to mi dziękują. Już po raz trzeci odkąd zaczęłam pracować w tym kraju tak jak na przeciętnego człowieka przystało. Staram się nie myśleć o sobie jako o najgorszym człowieku na świecie, a jednak tak się czuję. Wychodzi na to, że z moim charakterem i podejściem do życia w żadnej pracy nie zagrzeję miejsca dłużej niż te kilka miesięcy. Jest mi trochę przykro, lecz jednocześnie te wszystkie sytuacje faktycznie dają mi do myślenia. W październiku tego roku kończę 25 lat, więc wypadałoby w końcu nad sobą popracować. Niby uważam się za takiego introwertyka, a jednak gdy analizuję swoje zachowania w rozmaitych sytuacjach, okazuję się być typem takiej osoby, których introwertycy nie lubią. A przynajmniej ci introwertycy, których znam z Internetu. 

Czy mam jakieś postanowienia na Nowy Rok?
Stać się lepszą osobą.
I nauczyć się japońskiego.


さよなら

4 komentarze:

  1. Powiem Ci, że aż zaczęłam się zastanawiać jak to byłoby ze mną. Jestem introwertykiem, tego nie da się ukryć, choć lubię przebywać wśród ludzi i ich słuchać, gorzej jak muszę wchodzić z kimś w interakcję, choć wszystko zależy od typu interakcji i relacji, jaka łączy mnie z daną osobą. Ale jak napisałaś, że nie lubią Cię introwertycy z internetu, od razu pomyślałam o sobie, choć myślę, że nie mam podstaw ku temu, aby Cię nie lubić teraz czy w przyszłości.

    Słuchaj, najgorszym człowiekiem na świecie jestem ja, więc przykro mi, ale ten tytuł jest już zarezerwowany. ;P A tak na poważnie, na podstawie tego, co wiem z wpisów, które tutaj umieszczasz, radzisz sobie dobrze z ogarnianiem życia pracowniczego (wiadomo, każdy ma wzloty i upadki), więc nie powinnaś się tak surowo oceniać. Nie wiem, jakie mieli podstawy ku temu, aby Cię zwolnić, ale to, że nie odpowiadała im Twoja osoba, nie znaczy, że inni nie docenią Cię za to, co akurat im przeszkadzało.

    A pracować nad sobą zawsze warto. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, co ciekawe, to zauważyłam, że w większości przypadków dogaduję się najlepiej właśnie z introwertykami, haha. Nie wiem czy ci których znam z Internetu faktycznie mnie nie lubią, ale jak czytam krytyczne opinie na temat niektórych zachowań, to osobiście odnoszę wrażenie, że mnie by nie polubili.
      Dlaczego uważasz się za najgorszego człowieka na świecie? Trochę czytam Twojego bloga, już to chyba kiedyś mówiłam i widzę, że często miewasz złe zdanie na swój temat, ale jak Cię tak czasem czytam, to osobiście mam ochotę Cię przytulić. Wiadomo, każdy człowiek popełnia w życiu błędy, których jest świadom, albo i nie i chciałby to zmienić (albo i nie), ale musimy starać się jakoś brnąć naprzód z podniesioną głową. Ja wiem, że łatwo mi mówić może, bo nie znam szczegółów sytuacji, ale co zrobić, jeśli przeszłości i tak nie można cofnąć?

      Teraz gdy tak myślę, to człowiek się surowo ocenia w chwilach, gdy ma kompletnego doła. A już zwłaszcza jak jest się kobietą i ma te dni, haha.

      Ale dziękuję za komentarz. Choć nie rozmawiamy ze sobą jakoś często i to tylko za pomocą komentarzy, tak jakoś zawsze się cieszę jak zostawiasz tu jakiś ślad :)

      Usuń
    2. Mój blog to ekstremalna wersja moich przemyśleń. Mi też czasem siebie szkoda, jak po czasie ponownie przeczytam któryś wpis, jakbym była zwykłym odbiorcą, nie autorem. xD Nie przejmuj się zbytnio tym co tam wypisuję. Ale to naprawdę miłe, że chciałbyś mnie przytulić. ;_;

      Hmm, czemu uważam się za najgorszego człowieka? Pewnie dlatego, że moje istnienie jest bezużyteczne. Ani nie żyję dla siebie, ani dla innych, nie robię ze sobą w sumie nic i nie potrafię tego zmienić, więc stoję w miejscu, mimo że mam potencjał (jak każdy człowiek?). I to wszystko czyni mnie jeszcze gorszą osobą, bo uświadamiam sobie, że mam wiele, jestem zdrowa, mam ręce, nogi, czas, mam rozum, mogłabym próbować zmienić świat lub z nim walczy. Jestem w takiej sytuacji, że mogłaby zrobić wszystko ze swoim życiem (pomijając ograniczenia, na które nie mam wpływu), a jednak świadomość tego wszystkiego nie sprawia, że umiem ruszyć z miejsca. Jak widać osiem miesięcy bez pracy skutecznie obniża moją samoocenę, a zdaję sobie sprawę, że ludzie latami szukają zatrudnienia.
      Masz rację, że z przeszłością warto się pogodzić. Moja przeszłość nie uwiera mi tak bardzo na co dzień, a nawet potrafię sobie szczerze i bez emocji powiedzieć, że przeszłość nie ma już znaczenia i wielu przypadkach to jest prawdą. Niestety, moja przeszłość bywa nadal moją teraźniejszością, bo skutki dawnych decyzji ciągnął za mną. Jeśli kiedyś przekonałam się o tym, że w takiej sytuacji podjęcie takich decyzji kończy się źle, to nie widzę sensu w tym, aby próbować dalej, bo mam wrażenie, że mój limit się wyczerpał. Oczywiście, napisałam, że mam wrażenie, które nie musi być zgodne z rzeczywistością i moimi zdolnościami przetrwania. Przykład banalny - studia. Nigdy w życiu nie poszłabym znowu na studia, bo moje doświadczenie pokazuje, że strata czasu i energii życiowej, jeśli studiujesz dla samego studiowania i nie robiąc nie więcej. Mimo to ciągle czuję potrzebę dalszego rozwoju, na co liczę w pracy, której nie mam. Wiem jednak, że gdybym w czasach studenckich bardziej dbała o swoje zdrowie (więcej energii równa się lepsze wyniki), pozwoliła sobie na wyjście z ram ucznia, zamieszkała na stancji zamiast w domu (co dałoby mi więcej czasu na inne rzeczy) i nie chciałabym umrzeć 24/7, to teraz też byłabym kimś innym. Przeszłości nie zmienię, więc nie ma co nad tym płakać. Było minęło. Niestety tamte doświadczenia nie uczyniły mnie silniejszą. Przetrwałam rzeczy, które wydawały się nie do przetrwania, ale to tylko sprawia, że nie chcę żyć tylko dla przetrwania, a jednak żyję tylko na zasadzie przedłużania swoje istnienia od tygodnia do tygodnia. Nie pójdę od nowa na studia, w wieku 28 lat, bo tego też nie potrafię zrobić i uważam, że to byłaby strata czasu i pieniędzy, których nie mam. Mogłabym przecież i pracować i studiować, ale nawet nie wiem, co miałabym studiować, żeby to miało sens i przyszłość, a przecież wybranie jakiegoś kierunku tylko dlatego, że jest przyszłościowy to nadal wybór niepewności, a może i kolejnych męczarni.

      Usuń
    3. To jest jeden z przykładów mojego typowego rozumowania i oceniania swojego życia. Chciałabym wiedzieć, gdzie popełniam błąd, choć prawdopodobnie głównym problemem jest to, że nie potrafię podjąć żadnej decyzji. Chciałbym uwolnić się od tego, co mnie blokuje, ale nie potrafię tego zlokalizować ani nazwać. Wielu ludzi ma za sobą gorsze doświadczenia od moich, a potrafi zebrać się w sobie i żyć pełnią życia, walczyć, starać się, coś ze sobą robić. Nie wiem, naprawdę nie wiem, jak komuś się to udaje. Może mieli szczęście, albo spotkali na swojej drodze osoby, które im pomogły. Zawsze sobie myślę, że może gdybym odkryła w sobie talent, który mogłabym rozwijać, albo zamiłowanie do czegoś, byłoby mi łatwiej, ale znajdą się tacy, którzy powiedzą, że sukces to nie talent, ale przede wszystkim ciężka praca. Próbuję więc dojść do tego, nad czym mogłabym ciężko pracować, a im bardziej próbuję, tym większa ogarnia mnie pustka. Zawsze towarzyszy mi ta pustka, może dlatego, że kiedyś przerastały mnie emocje i uczucia, więc jedyny sposób, jaki znalazłam, to wyzbycie się wszystkiego i to też okazało się błędem. Nie wiem kim jestem i to mi tak doskwiera. Nie mogę się otrząsnąć z tego, że podjęłam tyle błędnych decyzji aż przestałam podejmować jakiekolwiek, bo zżera mnie strach. Nawet, gdybym chciała poświęcić swoje życie na rzecz pracy dla innych, i tak powiedzą mi, że nie mam odpowiedniego wykształcenia czy doświadczenia, albo mogę to robić za darmo, tylko, że nie mogę za darmo nie mając żadnego dochodu. Może to naprawdę jest tak, że na wszystko potrafię znaleźć wymówkę. A może naprawdę mam poważny problem ze sobą. I tak to ze mną jest, niekończący się ciąg rozmyślań, który do niczego nie prowadzi.

      Masz rację, że gdy przychodzą gorsze dni, człowiek jest w stanie wyciągnąć wszystkie brudne myśli, nawet takie, które nie mają znaczenia przy normalnym, dobrym dniu. Czy to nie jest głupie w człowieku, że na wspomnienie tej samej sytuacji potrafi śmiać się i płakać w zależności od nastroju? Dobrze zauważyłaś, że kobiety mają dwa razy trudniej. Ech.

      Miło słyszeć, że lubisz moje komentarze, choć nie zostawiam ich pod każdym wpisem. :) Powiem Ci, że przywiązałam się trochę do Twojej obecności w mojej internetowej przestrzeni i jak dłużej nic nie piszesz, to zastanawiam się, co u Ciebie. ;)

      Usuń