24.8.17

Życie na bezrobociu

Który to dziś mamy? Ojej, to już 24ty sierpień? No proszę, wakacje powoli się kończą, a rok szkolny zbliża wielkimi krokami. Takiej osoby jak ja nie powinno interesować kiedy rozpoczyna się szkoła, skoro nie uczęszcza do niej już od jakichś kilku lat. Wakacji też raczej mieć nie powinnam, poza jakimś tam kilku (lub kilkunasto) dniowym urlopem. Jestem na tyle dorosła, że powinnam już chodzić do pracy, zarabiać na siebie i być niezależna! Tylko jak tu na siebie zarabiać, skoro nikt mi tej pracy nawet nie chce dać?
Dokładnie 29 czerwca po raz ostatni postawiłam nogę w sklepie, w którym byłam, nie klientem, a pracownikiem. Można więc rzec, że wraz z tym dniem dla mnie również zaczęły się, swego rodzaju, wakacje. Oczywiście, cały lipiec biegałam na rozmowy. Miałam przynajmniej dwie - trzy w tygodniu. Niestety nic z tego nie wynikało, bo albo miałam za wysokie kwalifikacje albo za niskie. Nie przyjęli mnie do banku (banków), centrum kredytowego (bo sama dałam ciała na rozmowie, ale może to i lepiej), sklepu odzieżowego ani nawet do piekarni, w której pracowałam przez ostatni tydzień lipca, tylko po to, by wszyscy pracownicy, łącznie z szefostwem, mnie olali. Dobrze, że chociaż się ze mną rozliczyli, bo inaczej zgłosiłabym ich do inspekcji pracy. Do dziś jednak nie usłyszałam nawet zwykłego "Pani K., z przykrością muszę panią poinformować, że jednak nie możemy pani przyjąć na stałe". Nie, im się coś we mnie nie spodobało, a na samej piekarni dalej wisi kartka z informacją, że zatrudnią pracownika. No cóż. Może świeżo upieczony magister z administracji ma większe szanse na karierę w piekarni niż nauczyciel angielskiego? Chociaż może to i lepiej, nie zależało mi na tej pracy. Jest mi po prostu przykro, że zostałam tak bezczelnie zignorowana. Pan Szef popisał się kompletnym brakiem profesjonalizmu. Ech, szkoda słów. Tym sposobem żyję z dnia na dzień, wciąż wysyłając CV i w główce snuję plany na to jak żyć. Może jednak napiszę tę książkę? A może zacznę rysować komiks? Może nauczę się rysować na tyle profesjonalnie, że będę tworzyć grafiki? A może będę pisać artykuły? Sama nie wiem. Wiem, że nie jestem na tyle dobra, by jakiekolwiek moje prace, czy to tekstowe, czy ołówkowe, zyskały uznanie. Postanowiłam się jednak nie poddawać i zacząć małymi kroczkami. Skoro nie mam pracy, to mam mnóstwo czasu, żeby zajmować się swoim hobby. Dlatego cofnęłam się w rozwoju o jakieś 10 lat i zaczęłam pisać opowiadanie. Założyłam nawet bloga. A nuż, ktoś kliknie.
KLIK!
Tymczasem, znikam szukać kolejnych ofert pracy. Jednocześnie przygotowuję się psychicznie na kolejne odmowy.
Byle do września, to chociaż będę gadać po angielsku z dziećmi.

Mother Russia!

7 komentarzy:

  1. Praca, mój ulubiony temat. xD Coś w tym jest, że albo ma się za małe kwalifikacje, albo za wysokie, albo nie jest się studentem, albo nie ma jak z tej pracy wrócić(jak w moim przypadku, gdzie ostatni bus pod dom mam przed 20 (co oznacza, że np. wszystkie prace w centrach handlowych, lokalach gastronomicznych, na produkcji odpadają), więc nie ma się pracy. Myślę, że i tak dobrze Ci idzie, bo rozsyłasz CV, i masz gdzie rozesłać, i próbujesz i nawet jak na drodze pojawiają się tacy nieszanujący pracownika pracodawcy, to nadal snujesz plany. Idzie Ci sto razy lepiej niż mi i to nie tak, że mamy się teraz porównywać, bo porównywanie się z innymi do niczego dobrego nie prowadzi, ale i tak uważam, że idzie Ci lepiej niż mi. ;P Też na swoim bezrobociu (a trwa od 23 maja, choć jeszcze nie jest najdłuższe w moim wykonaniu) chciałam zrobić coś ambitnego z czasem, ale ostatecznie wyszło, że moje twórcze zapędy wypaliły się dawno i zaczęłam jeździć rowerem, niemal codziennie, odkrywając nieznane dotąd miejsca w mojej okolicy. Tylko co zrobię jak pogoda nie będzie sprzyjać wypadom na rower?

    A co do pisania i forum... byłaś zarejestrowana na tym co ja, prawda? Próbowałam tam się zalogować od kilku lat - matko, to brzmi tak przerażające dziwnie - ale naprawdę chciałam przejrzeć swoje prywatne wiadomości i pokasować trochę rzeczy, więc skoro wspomniałaś o forum i pisaniu, postanowiłam sprawdzić i zalogowałam się i wow, jestem w szoku, ale forum zostało odblokowane. Nie wiem czy przypadkiem nie dzisiaj (albo od niedawna) patrząc na to, że poza mną aktywne były tylko administratorki.

    OdpowiedzUsuń
  2. No właśnie, coś kojarzę, że czasami sama u siebie wspominałaś o trudnościach ze znalezieniem pracy. Podobno nawet po studiach było ciężko coś załapać, prawda? Ciężki żywot człowieka dorosłego. Zresztą...praca to temat rzeka, naprawdę. Nie chcę się już denerwować XD
    A to jak jest z Tobą? Tak mało ofert się pojawia w Twojej okolicy? Wiem, że masz problemy zdrowotne (bo choć nie komentuję, to czytam wszystko u Ciebie), nie wiem czy to nie drażliwy temat :c w każdym razie, czy m.in. właśnie to uniemożliwia Ci podłapanie czegoś?
    Jeśli chodzi o spędzanie czasu - w tym przypadku to Tobie idzie lepiej niż mi! Spędzasz czas aktywnie, wykorzystujesz ładną pogodę, a do tego jeszcze jesteś małym odkrywcą ;) Jakoś do końca września, a może i nawet do połowy października pogoda powinna sprzyjać, tak czuję. W przypływie gorszej pogody zawsze można wybrać się na spacer - parasol w dłoń, rękawiczki na łapki i w drogę!

    Aż sprawdziłam i rzeczywiście działa. Łał, ile wspomnień w ogóle. Nawet byłam tam betą, ale potem się wypięłam na to forum bo się na nie obraziłam. Teraz wszyscy się jarają VIXXami a jak ja wtedy wrzuciłam LeoHyuka, to nikt tego nawet nie przeczytał :CCC Ale już go tam nie ma bo w przypływie żalu i smutku, usunęłam to.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Tak, wspominałam o pracy i to nie raz, choć bardziej marudziłam i to na potęgę, ale takie główne zadanie mego bloga, terapeutyczne. Muszę wypisać to co we mnie siedzi, aby potem nie męczyć biednych znajomych, albo nie męczyć się sama ze sobą. ;) Po takich studiach jak moje trudno znaleźć pracę, czyli po kulturoznawstwie, a jak nie jest się pasjonatem, ani praktyki, ani nie ma się znajomości w placówkach kultury to tym trudniej. Właściwie nawet nie szukam w tej dziecinie, bo instytucje kultury prawie wcale się nie ogłaszają, a jak się ogłaszają, to wymagania są tak ogromne, że odpadam już na wstępie. Zresztą, moje decyzje odnośnie przyszłości zawsze są spontaniczne, pewnie dlatego, że nadal nie odkryłam co chcę robić w życiu, ani w czym jestem dobra, przez co jeszcze bardziej martwię się o przyszłość, i wychodzi na to, że pożera mnie strach, bezsens i zagubienie. Bo jednak jak człowiek nie ma stałego punktu odniesienia/ zaczepienia, tylko martwi się brakiem pomysłu, pieniędzy i tym że go nigdzie nie chcą, i że nie jest ani przebojowy, ani otwarty, ani nie odnajdzie się w połowie zawodów przez to, że ma zaburzenia lękowe… I niby wiem, że poradzę sobie wszędzie, bo nawet jak czegoś nie lubię, to nie potrafię tego robić na odwal i jak już mam pracę to staram się jak potrafię, to nadal nie potrafię pukać tam, gdzie brak mi doświadczenia bo wiem, że nie każdy pracodawca chce uczyć od podstaw. Chyba, że to staż, byłam już na dwóch stażach, i tyle moje doświadczenia zawodowego. Po studiach nie potrafiłam znaleźć pracy przez 10 miesięcy, potem znowu przez dziesięć, a teraz nie mam pracy przez trzy. I tak to się kręci. Masz rację, że praca to temat rzeka. A mnie najbardziej wkurza tekst “gdybyś chciała pracować, to byś miała pracę”. Tak może powiedzieć tylko ktoś, kto nigdy nie szukał długo pracy.

      U mnie w okolicy najwięcej ofert pojawia się dla mężczyzn i oczywiście jak jest już całkiem źle, to nie mogę znieść, że nie urodziłaś się facetem. xD Ale tak, ofert pojawia się mało, a te dobre w ogóle się nie pojawiają, bo ludzie wolą wypytywać znajomych, czy ktoś przypadkiem nie szuka pracy, i znaleźć pracownika z polecenia, a że mam mało znajomych, to co zrobić. Dlatego na szkoleniu uczyli mnie, aby jak najwięcej osób wiedziało o tym, że jest się poszukującym pracy. Ale mi głupio, że znowu jestem bez pracy i znowu moje plany nie wypaliły. A że przeglądam już po raz trzeci oferty, to zauważyłam, że ciągle ogłaszają się Ci sami pracodawcy (od trzech lat!), więc widać, że ludzie szybko rezygnują, bo praca albo ciężka, albo za marne pieniądze. W ogóle nie wspomniałam, ale mieszkam na wsi, więc tutaj nie pracy wcale - poza stażami z UP, które możesz odbyć tylko raz w danym miejscu, ale mój UP nie wstawia ogłoszeń o stażach, więc jak nie masz znajomości nic z tego. Na stażu w muzeum (mieszkam na wsi a mam muzeum 2km od domu :D) byłam tylko dlatego że koleżanka z pracy mojej mamy akurat wspomniała o tym, że poszukują kogoś kto będzie miał blisko, mimo że podań złożyło wiele osób z daleka..) Do najbliższego miasta mam 10km, gdzie jest sensowna pracę trudno dostać, a do Lublina 30km. Niestety mam tam kiepski dojazd, a że nie mam ani prawa jazdy ani samochodu ani znajomych, z którymi mogłabym jeździć, ani kasy na wyprowadzkę, oferty na które mogę aplikować od razu maleją. I co z tego,że mogłabym pracować nawet na 3 zmiany, jak nie mam realnej możliwości. Ale nie, po prostu wybrzydzam. Trudno tak każdemu z osobna tłumaczyć czemu nie ma się pracy. Wiem, że tylko bezrobotny zrozumie bezrobotnego, tak jak nieszczęśliwie zakochany nieszczęśliwie zakochanego. Wspólna sytuacja przeważnie łączy.

      Usuń
    2. Moje zdrowie już nie jest drażliwym tematem. Po przygodach z kolonoskopią i gastroskopią, wizytach u różnych lekarzy, braniu setek(dokładnie!)tabletek i wyleczeniu bakterii w żołądku, jestem zdrowa. Nie robiłam badań kontrolnych, ale wierzę, że jest dobrze. Moja anemia nie wraca (to da się spardzić nawet patrzac w oczy), fizycznie czuję się dobrze jak nigdy, nie boli mnie żołądek. Tylko te szumy uszne - tego nie da się przeskoczyć. Mam wrażenie, że czasem mam przez to problemy z koncentracją, ale ogólnie nie jest źle, niedługo miną dwa lata, myślę, że radzę sobie dobrze w tej sytuacji, choć czasem, jak kładę się spać, i słyszę ten szumo-pisk, to zastanawiam się: ile jeszcze to ma trwać i jak to możliwe, że nie pamiętam jak to jest jest mieć całkowitą, przerażającą ciszę. Niby mam jeszcze te męty przed oczami, ale zauważam je rzadko, głównie w pełnym słońcu, jakby mój wzrok zapominał, że to miga mi przed oczami. xD
      Wszyscy jarają się teraz VIXXami? (A nie BTS? ;) ) A ktoś jeszcze w Polsce pisze opowiadania z koreańskimi zespołami? Nie czytałam nic od wieków. Odcięłam się od forum, od opowiadań, od yaoi. Czasem coś po angielsku (właśnie VIXX lol, czy ta fala mogła mieć coś wspólnego z ich koncertem w Polsce?). Myślę, że forum trochę podupadło, gdy wszyscy nagle zaczęli przenosić się na prywatne blogi. A potem decay je zamknęła, nie wiem czemu. Pewnie z czasem wszystkich pochłonęło prywatne życie i dorosłość. Ja swoje wszystkie opowiadania usunęłam z forum jeszcze przed zamknięciem go na cztery spusty. Masz rację, że wspomnienia
      Dziękuję, że czytasz mojego bloga. ;) Nikt tam prawie nie zagląda, ale czasem myślę, że dobrze, bo czasem mam wrażenie, że te notki piszą moje emocje, a nie ja, bo przecież na co dzień nie jestem chodzącą emocją. Z drugiej strony wiem, że w tych wpisach jestem najszczerszą wersją siebie. To zbyt skomplikowane nawet dla mnie. ;)

      Usuń
    3. Humaniści to generalnie mają trudno w życiu, zwłaszcza tacy bez znajomości i tylko po jednym kierunku. Jak się nie planuje przyszłości za granicą, tylko zostaje tutaj i chce się polegać na własnym doświadczeniu/wykształceniu, to jest bardzo ciężko. Tj. nie przeczę, praca jakaś tam jest, ale też zależy gdzie. Sama mówisz, że mieszkasz na wsi i nie masz prawka - wierzę, że jest to spore utrudnienie. Zgaduję też, że są ludzie, którzy Cię zachęcali do tego, by zrobić prawko, jeżeli sytuacja wygląda jak wygląda. Zgaduję też, że są powody dla których tego prawka nie masz. Ja też nie mam prawka, bo jakbym wsiadła za kółko, to zabiłabym albo siebie, albo kogoś. Albo jedno i drugie na raz. A, jak się okazuje, prawko też już wiele daje na rynku pracy.
      Zastanawia mnie jedno - mówisz, że miałaś staże w dwóch miejscach, ale dlaczego nie mogli Cię zatrudnić po odbyciu stażu w jednym lub drugim? Nie było gwarancji zatrudnienia po prostu, czy był jakiś inny powód? Sama mówisz, że jak już pracujesz, to się bardzo starasz, dlatego jestem ciekawa.
      Ja też nie lubię, gdy ktoś twierdzi, że jak się chce pracy, to się znajdzie pracę. Ja też znam kilka osób, które "siedziały na dupie" jakiś czas, pomimo że naprawdę tej pracy szukały. Wiele ludzi jest mądrych w tej kwestii bo albo mają pracę po znajomości, albo są akurat po takim kierunku, po którym łatwo zdobyć pracę bo jest zapotrzebowanie na takie osoby.
      Szkoda, że to wygląda jak wygląda. A rozważałaś wyjazd za granicę? Wiem, że nie każdy wybiera tę opcję, bo problemem może być np. wyjazd samemu, a wolałoby się z kimś.
      No cóż, życzę nam, żeby ta sytuacja się jakoś ustabilizowała. Wiem, że jest ciężko, gdy jest się pod pewnymi względami ograniczonym, ale kto wie, może jeszcze się uda?
      Jakiś czas temu byłam w kinie na filmie "Baby Driver" i główny bohater też miał tam szumy uszne. Pomyślałam wtedy o Tobie, bo jak już wspominałam wcześniej, czytam Twojego bloga i wiedziałam, że masz taki sam problem. Jejku, a wychodzi na to, że tego chyba nie da się w żaden sposób wyleczyć, prawda? W sumie ciekawe czy coś takiego może w ogóle przejść samo z siebie. Problemy z koncentracją pewnie biorą się z tego, że cały czas słyszysz jakiś dźwięk. Ale chyba coś takiego najlepiej zagłuszać jakimiś innymi, przyjemniejszymi dźwiękami?
      Haha, no tak, wszyscy jarają się BTS ;) ale VIXX ma z pewnością o wiele większe grono fanów niż te 4 - 5 lat temu. Hype zaczął się jakoś od "On&on" albo "Hyde", a ja się nimi jaram od debiutu :c
      Wiesz, ktoś coś niby pisze, ale chyba nie ma już takiego szału na pisanie fanfików jak kiedyś. Mam dwie koleżanki, które czytają fanfiki, to one tylko po angielsku. Ostatnio sama nawet próbowałam wyhaczyć coś fajnego, polskiego na tej stronie Wattpad, to byłam strasznie zażenowana poziomem tych...tworów. No ale podejrzewam, że średnia wieku autorek to jakieś 13 lat, więc...

      Sama mówisz, że blog ma mieć charakter terapeutyczny, a jak się człowiek ma nagle ochotę zwierzyć, to zawsze wtedy, kiedy jest właśnie pełen emocji ;)

      Usuń
    4. Dla mnie ukończenie jednego kierunku to było ciężkie, nie to żebym miała jakieś trudności z przyswajaniem wiedzy, ale od początku wiedziałam, że po tym kierunku nie czeka mnie żadna przyszłość, a i tak nie potrafiłam rozegrać tego inaczej. Studia były po prostu stabilnym ciągiem po liceum… Myślę, że każdy ma do opowiedzenia swoją historię związaną ze studiami, mnie do nauki, która jest potem oceniana zraziło moje seminarium magisterskie, no i ostatni rok studiów był okropny.
      Mój brak prawka wynika po części z tego samego przekonania, że to nie dla mnie. Może nie tak, żebym kogoś zabiła, ale mam wrażenie, że nie posiadam wyobraźni przestrzennej i nawet jazda szosą w ramach wyznaczonych pasów to coś niepojętego dla mojego mózgu. Teraz oczywiście zaryzykowałabym, aby przekonać się jak to jest w rzeczywistości (nigdy nie siedziałam za kółkiem), ale po prostu mnie nie stać i po co mi prawo jak nie mam samochodu, a żeby kupić samochód trzeba mieć trochę gorsza, już nie mówiąc o tym, że roczne utrzymanie pojazdu kosztuje. Bez prawa jazdy trudniej na rynku pracy, ale bez pracy nie będę mieć prawa jazdy i samochodu, no i koło się zamyka. I niby można mieć prawko, a nie jeździć, ale to trochę mija się z celem. Bo nawet z dokumentem w kieszeni, nadal musiałbym poruszać się busami.
      U mnie jest tak, że zatrudniają na staż z Urzędu Pracy, potem na trzy miesiące obowiązkowego zatrudnienia i koniec, a potem znowu zatrudniają kogoś na staż, dzięki czemu ciągle mają pracownika, w dodatku za darmo. Niby ten drugi staż miałam z fundacji po szkoleniu, więc miałam szansę jeszcze na staż z urzędu, ale miałam całkiem inne plany. Myśl o tym, że mogłabym utknąć tutaj na kolejny rok sprawiła, że wolałam poprosić o te 3 miesiące zatrudnienia, odłożyć trochę grosza i odejście z nadzieją na lepszą przyszłość, ale cóż, przeliczyłam się i moja przeprowadzka do Poznania stała się nagle nierealna, ale to temat rzeka i szkoda słów. Wszystko zawsze sprowadza się do jednego - pieniędzy albo znajomości. Może gdybym była lepiej przystosowaną osobą do życia, też moje losy potoczyłoby się inaczej. Ale jednak przez to, że miałam tą nadzieję na coś lepszego, w mojej głowie została myśl, że muszę jakoś zmienić miejsce zamieszkania, bo przecież zrezygnowałam z 8 miesięcy stażu, ośmiu miesięcy stabilizacji, 800 zł przez 8 miesięcy… I tak ciągle walczę między pójściem do byle jakiej pracy, tutaj, aby mieć pieniądze (bo mam 27 lat i jestem na utrzymaniu mamy) i trwać w zawieszeniu, albo szukać takiego rozwiązania, które zmieni moje życie. Wiem jedno, chciałabym pójść do pracy za najniższą krajową (na inne zarobki nie liczę), ale już nie na staż. To nawet nie wlicza mi się do emerytury, do której nie chcę dożyć. xD

      Usuń
    5. O zagranicy myślałam, ale nie chcę jechać przez agencję pracy, bo żadna nie ma dobrej opinii i boję się, że pożyczę pieniądze, pojadę, a okaże się, że pracy nie ma tyle, ile obiecywali i wrócę z długiem, albo że nie dam psychicznie rady (sama), choć w moim przypadku to mało prawdopodobne, bo każdą sytuację ciągnę do końca, nawet gdybym miała odchorowywać ją długie miesiące. Niestety, nawet jak mam rodzinę za granicą, wiesz, ciocia czy siostra cioteczna z mężem, to oni nie znajdą za mnie pracy, bo sami znaleźli zajęcie przez znajomych, a nie przez agencję. Rodzinę mam we Włoszech, a że nie władam tym językiem, to ciężko, a poza tym prawo jazdy tam to podstawa.
      Serio, czasem tak myślę, że może naprawdę wybrzydzam, albo szukam usprawiedliwienia, ale mam wrażenie, że kolejna zła decyzja dotycząca czegokolwiek i to będzie ponad moje siły, co z pewnością jest tylko wymysłem mojej wyobraźni.
      Wiesz, musi nam się udać. :) Skoro nadal trwamy, to chyba mamy nadzieję na zmiany. To nierealne, aby nigdy nie zmieniło się już nic. Nie wyobrażam sobie, że całe życie możemy mieć taki problem ze znalezieniem stabilnego zatrudnienia. Może zmiany nie nastaną jakoś szalenie szybko, ale miejmy nadzieję, jeśli łatwiej z nią żyć. :)
      Jej, muszę koniecznie obejrzeć ten film! (Nie grają go w kinie w Lublinie. Tak była taka piosenka, nie sposób wyrzucić ten rym z głowy ;) Albo już grali i przegapiłam.) Zerknęłam na trailer i pierwsze o czym pomyślałam, to że przy szumach usznych nie powinno wtykać się słuchawek w uszy, bo to może pogorszyć sprawę. ;) Ale tak, najlepiej otaczać się dźwiękami, mi wystarczy nawet szum wiatru. Na co dzień da się o tym po prostu zapomnieć, nawet jak robię śniadanie, to moja poranna krzątanina nie jest na tyle głośna, aby zagłuszyć problem, a jednak mój mózg nie rejestruje tego. To jak z zegarem, przeważnie nie słyszymy jego tykania, choć cały czas jest w pokoju. Masz rację, że to nieuleczalne, nie znalazłam w czeluściach internetu nikogo, kto by to pokonał, za to znalazłam mnóstwo ludzi, którzy na to cierpią i gdybym sama nie miała z tym styczności, nie przyszłoby mi do głowy, że istnieje problem, który tak utrudnia funkcjonowanie, a którego nie da się zarejestrować podczas żadnego badania. Podobno niektórym przeszło samoistnie po kilku dniach, a niektórzy dostali ileś kroplówek, które miały poprawić przepływ krwi w uchu i dotlenić narząd, a i tak nic nie dały. Szumy uszne mogą pojawić się ze starości, albo po urazie poważnym akustycznym i nie przechodzą, bo giną komórki, czy naczynia włosowate (nie jestem pewna co to było i musiałbym przekopywać historię wyszukiwania, aby znaleźć, a po północy nie bardzo mi się już chce xD) i już się nie regenerują. Nie wiem, czy moja petarda była aż tak głośna, że zniszczyła wszystko, bo ani nie wiodłam koncertowego życia, ani nigdy nie słuchałam za głośno muzyki, ani nie byłam na wojnie. Może za dużo dyskotek w młodości? xD A po nich zawsze huczało w uszach. Choć na drugi dzień wszystko wracało do normy.
      Myślę, że zgodzisz się mną, że całą miłość do fanficków napędzała w nas przede wszystkim miłość do zespołów i stąd to omijanie innych. Nawet jeśli opowiadania nie były wybitne, czytało się je ze względu na ulubiony pairing. Myślę, że momentami nie byliśmy ani trochę obiektywne, zwłaszcza na początku xD Dopiero z czasem zaczynało dbać się o ortografię i stylistykę przy pisaniu (jeśli ktoś nigdy nic nie pisał poza szkolnymi wypracowaniami), a przy czytaniu to już w ogóle, najważniejsze było, aby żyli długo i szczęśliwie, lub mniej szczęśliwie. ;) Mimo wszystko fajnie powspominać, że kiedyś robiło się coś, co wydawało się, że ma sens, dawało radość i pochłaniało czas. No a teraz, masz rację, nie ma szału na fanficki.

      Usuń