9.3.17

Nie wiem

Dziś będzie notka o niczym, ale odczuwam potrzebę napisania czegokolwiek i nawet jeśli mi wyjdzie nieciekawie, to i tak to uczynię.
Na początek reklamuję swoje nowe konto na FILMWEBIE, gdyby jacyś przypadkowi czytelnicy byli zainteresowani. Doszłam do wniosku, że na poprzednim miałam zbytni bałagan, więc postanowiłam usunąć tamto i założyć nowe, aby jakoś w miarę to uporządkować. Gust mam kiepski, wiem, ale przynajmniej samo oglądanie filmów sprawia mi przyjemność. Postanowiłam w końcu zacząć nadrabiać klasyki, bo naprawdę wieeeelu ich nie widziałam. Każdy z tych filmów gdzieś tam mi mignął wielokrotnie w telewizji, ale żadnego z nich nie widziałam od początku do końca. To chyba przez ten mój dawny charakterek, kiedy wmawiałam sobie, że nie będę taka jak wszyscy i będę oglądać/czytać/słuchać wszystko inne, byle nie to o czym mówią wszyscy. A teraz dochodzę do wniosku, że wiele straciłam ignorując pewne dzieła dotychczasowej kinematografii. Może i bym nadrobiła to wcześniej, bo miałam taki plan jakieś trzy lata temu, ale byłam w posiadaniu na tyle kiepskiego laptopa, że nawet filmy w najniższej jakości mi przycinały. No nic, wcześniej znajomość ogólnej kinematografii do życia mi potrzebna nie była, teraz też nie jest, ale...nigdy nie wiadomo, kiedy będę mogła zabłysnąć znajomością twórczości Kubricka czy nawet Lyncha ;) Szczerze mówiąc, nigdy nie sądziłam, że zacznę się zagłębiać w kino na tyle mocno, że będę orientować się w nazwiskach tych wszystkich reżyserów. Jak już wspominałam - nigdy wcześniej nie było mi to do szczęścia potrzebne, ale nigdy nie wiadomo, kiedy ta wiedza może się przydać. Aczkolwiek, trafiam na swojej drodze raczej na osoby, które mają jeszcze mniejszą wiedzę filmową niż ja kiedyś. Są jednak takie filmy, które widział KAŻDY, tylko nie ja, bo...no właśnie, o tym też już raz wspomniałam, a nie będę tyle razy powtarzać konkretnych kwestii.
Podobnie mam z książkami, nie mówiąc już o tym, że czytanie mi idzie dość opornie, ale staram się nad tym pracować. Udało mi się skończyć "Światło między oceanami" jakoś w połowie lutego i zaraz po tym obejrzeć film, a teraz podejmuję drugą próbę przebrnięcia przez "Forresta Gumpa" - drugą, gdyż jakieś cztezy lata temu zaczynałam czytać, ale w tamtym czasie rozpraszały mnie inne czynniki i postanowiłam się poddać. Z tej okazji zamówiłam sobie książkę "Oskar i Pani Róża", która ma zaledwie 80 stron, więc to powinnam skończyć bez problemu. Już raz czytałam tę książkę, będąc w liceum, a do tego zainspirowała mnie sztuka teatralna, na której byłam w gimnazjum, ale jakoś zapadła mi w pamięć. Zdecydowałam się na powtórną lekturę z racji faktu, iż też chciałabym obejrzeć film. Podobnież chciałabym zrobić z "Chłopcem w pasiastej piżamie". Książki wcale tak dawno niby nie czytałam bo jakieś dwa lata temu (niemalże równe, bo pamiętam, że w marcu kończyłam), ale jakoś za film się nie mogłam zabrać. To wszystko przez te czynniki zewnętrzne. Za dużo myślę o różnych rzeczach, za bardzo się rozpraszam i wiem, że muszę nad sobą pracować.
Nawet nad swoim gustem muzycznym pracuję, jednakże do kpopu z chęcią czasem wracam. Stwierdziłam jednak, że dobrze jest mieć rozbudowany gust muzyczny, czyli nie ograniczać się tylko i wyłącznie do jakiegoś tam typu gatunku. Tj. jeżeli ktoś tak lubi, to ja jak najbardziej akceptuję, ale obracam się w takim towarzystwie, wśród tak różnych ludzi, że aż czuję się wręcz zmuszona do zapoznawania się z innymi gatunkami muzycznymi. I nie chodzi tylko o metal.
Jeżeli chodzi o zainteresowanie twórcze to rysowanie i pisanie mi niestety nie idzie. Wszystko przez to poczucie, że moje zdolności się pogorszyły, a ja niestety jestem osobą, która za łatwo się poddaje. Choć, kto wie, może jeszcze się zmobilizuję!
Dziś czwartek, ja nigdzie nie wychodzę, zastanawiam się co ze sobą począć. Znów rozważam czytanie książki, a oglądanie filmu, lecz pewnie jak zwykle postawię na film. I to nawet nic ambitnego, bo jutro wybieram się do kina na "Logana", więc warto byłoby się nastroić jakimiś X-menami przed seansem. Mam też jeszcze do przeczytania komiks o Jokerze, który kupiłam już dawno i jeszcze go nie skończyłam!
Nawet nie wiem na co ja tracę ten czas, że nie mogę go poświęcić na jakieś ambitniejsze zajęcia. Pracować - już nie pracuję, więc co mi szkodzi porobić coś innego?
No cóż, w praniu wyjdzie co tu dalej począć.

What it was you were looking for

1 komentarz:

  1. Dość późno obejrzałam Skazanych na Shawshank, tyle razy emitowali w telewizji, ale zawsze za późno, zawsze reklamy w trakcie, zawsze za długi. Obejrzałam, a dopiero potem zorientowałam się, że to na podstawie książki. Forresta Gumpa obejrzałam całego dopiero w zeszłym roku. Też lubię najpierw czytać książki, a potem oglądać filmy, ale często odbywa się to w odwrotnej kolejności, bo nadal ciężej zdobyć lekturę niż wyszukać w internecie film. Nie da się zaprzeczyć, że filmy rzadko są lepsze od książek, więc zawsze obawiam się rozczarowania, ale “Samotny mężczyzna” to ogromny wyjątek. A jak wygląda Twoje doświadczenie z książkami i filmami?

    Kiedyś usłyszałam, że nie warto oglądać do końca filmów, które nam nie pasują, bo nie mamy takiego obowiązku i myślę, że to bardzo dobre podejście. Wiadomo, że klasyki pomagają potem, np. w rozmowach, bo wszyscy wiedzą o co chodzi jak ktoś rzuci tytułem, ale Gwiezdnych Wojen nigdy nie będę w stanie obejrzeć i jakoś nie czuję się z tym źle. ;) I czasem tak robię, włączam film, nie pasuje mi, wyłączam i tyle. Gdybym poszła do kina, pewnie wysiedziałabym do końca seansu. Ale wyznaczanie sobie filmowych celów też może być ciekawym doświadczeniem. Będę obserwować jak Ci idzie. ;)

    OdpowiedzUsuń