26.2.17

Dziecko, które we mnie siedzi.

Dziś kolejny wpis z serii "Jestem beznadziejna i moje życie też".
Nagle poczułam się strasznie bezwartościowa. Taka...do niczego w każdym aspekcie życia. Nie nadaję się na przyjaciółkę, na partnerkę, na doradcę. Nawet w pracy mnie już nie chcą i od marca znów utknę w punkcie wyjścia. Nie umiem czytać książek. Zabieram się za nie, a idzie mi to bardzo opornie. Kończę je z reguły średnio po trzech miesiącach, o ile w ogóle je kończę. Spojrzałam ostatnio na moją biedną półkę z książkami i z większą łatwością policzyłam te, których nie skończyłam czytać niż te które przeczytałam. Czuję się jakaś taka...głupia. Mało błyskotliwa. Mam wrażenie, że nic nie wiem, a jest tyle wiedzy do przyswojenia i tyle rzeczy do odkrycia. Młodsi ode mnie wiedzą więcej niż ja. Oglądam te filmy z jednoczesnym wrażeniem, że tak naprawdę żadnego z nich nie rozumiem. Może klasyczne, poważne kino nie przekonuje mnie właśnie dlatego, iż wiem, że i tak go nie zrozumiem? Dlaczego ktoś taki jak ja miałby w ogóle napisać książkę, skoro nic nie wiem i nic nie rozumiem?
Tworzę w głowie własną rzeczywistość niemalże nieustannie od wielu, wielu lat i mam ogromny problem z przelaniem tego na papier. Już nawet rysować nie potrafię, bo miałam za długą przerwę, a czuję się za stara, żeby zacząć uczyć się rysunku od podstaw. 
Ostatnimi czasy zauważyłam, że mam też problemy z wyszukiwaniem muzyki. Kiedyś błądziłam po tym YouTube, klikałam co mi się podobało, ściągałam pojedyncze utwory lub całe albumy, jeśli podobało mi się bardziej, a od jakiegoś czasu mam straszny kryzys w tej kwestii. Słucham jakichś tam niby dobrych zespołów, żeby te odtworzenia ładnie się potem prezentowały na last.fm.
Szczerze powiedziawszy, to odnoszę wrażenie, iż wiele tych czynności wykonuję automatycznie. Czytam, bo przecież to taka oznaka inteligentnego człowieka. Jakbym powiedziała, że nie lubię czytać, to zapewne przez część społeczeństwa zostałabym odebrana negatywnie. Ale...ja lubię czytać, tylko dlaczego tak kiepsko mi to idzie? Nie potrafię sobie wygospodarować wolnego czasu, podczas gdy przez te dwa - trzy miesiące miałam go aż nadmiar. Dlaczego krytykuję filmy, które są głębokie zdaniem większości krytyków? Może jestem zbyt płytka po prostu?
Gdzieś tam we mnie wciąż siedzi dziecko, które chciałoby rysować bzdurne obrazki kolorowymi kredkami, pisać krótkie opowiadania bez puenty, nie zważając na interpunkcję i błędy stylistyczne, oglądające kreskówki z wypiekami na twarzy i zastanawiające się który by tu komiks dziś przeczytać. To dziecko czuje się nieszczęśliwe. To dziecko jest już teraz w takim wieku, że jego zachowanie w porównaniu z innymi rówieśnikami może być nie do pomyślenia. Kobiety w moim wieku, pomimo i tak zmieniających się czasów, rodzą dzieci, powoli zakładają rodziny, robią kariery, myślą poważnie o przyszłości, a ja? 
Ja jestem dziecko. Duże dziecko, ale jednak wciąż dziecko. Obżerałabym się słodyczami, całymi dniami oglądała bajki i słuchała słodkiej muzyki. Wiecie, kpop i te sprawy. Chcę się opierdalać w łóżku i nie musieć nic. 
Na chwilę obecną więc, jako dorosły, taki...porządny dorosły, oczytany, inteligentny z wiedzą na poziomie Stephena Hawkinga (a może przesadziłam z tym porównaniem?) to nie spełniam się wcale a wcale. Zaś jako takie dziecko żyjące marzeniami i w swoim świecie zupełnie nierzeczywistym...to wtedy właśnie jestem szczęśliwa.
Co zrobisz?
Nic nie zrobisz.