30.1.17

Praca? Na pewno nie na całe życie.

Zastanawia mnie czy kiedykolwiek w życiu znajdzie się taka praca, która mnie w pełni usatysfakcjonuje. Czy w ogóle taka istnieje? I czy jest możliwość pracy w takim miejscu i w takich warunkach, aby ten kontakt z ludźmi był jak najbardziej ograniczony? Tak, istnieje, ale jest to albo praca fizyczna, albo taki typ pracy po której trzeba mieć jakieś wykształcenie. We wszystkich moich dotychczasowych pracach zawsze ten kontakt z ludźmi był obecny. Na kasie w McDonald's, jako kolporter ulotek, w azjatyckiej restauracji jako kelnerka, jako sprzątająca na lotnisku, na taśmach produkcyjnych, jako korepetytorka, recepcjonistka w hotelu... Zawsze musisz z kimś rozmawiać, coś komuś tłumaczyć, prosić o cierpliwość (bądź nie mówić nic), a potem spotykasz się z krytyką bo coś Ci nie wyszło. To jest, oczywiście, kierowniczka ma prawo być na mnie zła bo przez moją niekompetencję opinia hotelu może w jakimś tam stopniu ucierpieć, co nie zmienia jednak faktu, że będąc całkowicie sama na zmianie, po ośmiu godzinach nocki, ja nie będę w stanie przygotować idealnego śniadania na miejscu, zwłaszcza, że robię to po raz pierwszy. Wiem, nie powinnam się generalnie przejmować pracą, w której za niedługo i tak mnie już nie będzie, ale zirytowałam się. Po prostu. Wiem co należy do moich obowiązków, nie wiem czy miesiąc pracy odpowiedni czas, aby wiedzieć i potrafić już wszystko, ale wydaje mi się, że jeszcze nie. Dochodzę do wniosku, iż ja zwyczajnie nie potrafię działać pod presją czasu. Nie mówiąc już o tym, iż rozpoczynając wczorajszego wieczoru swoją zmianę, odniosłam wrażenie, że wszystkie rzeczy zostały na mojej głowie. Ja zawsze, jak schodzę ze zmiany, to staram się zostawiać po sobie porządek, a tu mnie zastał burdel. Fakt, że nie duży, ale jakbym to tak zostawiła, to najpewniej opiernicz, który dziś z rana zebrałam, był dziś jeszcze większy.
Ja mam swoje racje, swoje poglądy i podejście do życia. Najchętniej wszystko urządziła po swojemu. Dlaczego jakaś tam mało znacząca praca za marne grosze sprawia, że spać czasem nie mogę? Śniły mi się dziś te cholerne ogórki, które trzeba pokroić tak, a nie tak. To cholerne pieczywo kupowane w pośpiechu, po które biegłam po oblodzonym chodniku w samych trampach. Nie wiedziałam w ogóle, że chleb jest taki drogi, ale nie miałam nawet czasu, aby poszukać tańszego. A może to ta piekarnia sama w sobie jest taka droga? No nieważne. 
W każdym razie dzisiejszy poranek zdecydowanie mnie przerósł. Mam ochotę zostać w łóżku i poszukać miliona sposobów na to "jak zarobić, nie wychodząc z domu".
Nie lubię rozmawiać z obcymi ludźmi, nie lubię tych krzywych spojrzeń, kiedy robię coś nie tak. Ja tylko potrzebuję ciszy i spokoju.
Irytują mnie też ci pracownicy. Tacy wszyscy ze sobą spoufaleni, że hoho. 
A mnie to nie obchodzi. Ja chcę po prostu dostać moje pieniądze, mieć wyjebane i wyjechać z tego kraju. Bo przecież cały czas chciałam stąd wyjechać. Dlaczego nawet to mi nie wychodzi?
No cóż, życie nie jest usłane różami.
Lub jak to sama do kogoś niedawno powiedziałam "Życie jest pasmem porażek" (przy czym w odpowiedzi otrzymałam "Chyba Twoje." ;) Podeszłam z dystansem do tej odpowiedzi, w innych warunkach bym się pewnie popłakała, ale co tu dużo mówić...coś w tym jest).
Także...w dniu dzisiejszym jestem w takim nastroju, że nawet cieszę się, iż spędzam ten dzień zupełnie sama. Byle do wieczora i byle przeżyć jeszcze noc dzisiejszą i następną.
A potem...potem najchętniej rzuciłabym to wszystko i wyjechała w Bieszczady (albo do Zurychu).



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz