2.5.16

nothing's gonna hurt you baby

Zaczął się maj, a w moich głowach wciąż krążą różne czarne myśli. Nie mam pojęcia dlaczego cały czas tak się dzieje, bo od dłuższego czasu nie mam swojemu życiu nic do zarzucenia. Dalej jestem w Holandii, znów mam pracę, hajs się zgadza. Byłam w chińskiej restauracji z moim lubym, a wieczorem musieliśmy się tradycyjnie najebać. Nie robiliśmy tego już długi czas, więc przyznaję, że taka dwuosobowa najebka raz na jakiś czas jest całkiem wskazana. Poza tym, w sobotę stuknęło nam 9 miesięcy, więc był to jakiś pretekst, aby opić. Dzisiaj mam wolne, więc zbijam bąki. Mam nadzieję, że do końca tygodnia dadzą mi jakieś godziny. Teraz za to mamy w porządku współlokatorki i każdy po sobie sprząta. Czasem jeszcze sobie wspominam tamtą dwójkę, którą po kilku dniach musieliśmy opuścić. Na nasze szczęście, bo strasznie nerwowi ludzie z nich byli. Ale stop, bo ja nie o tym. Chciałam zaznaczyć, że czuję, iż jestem szczęśliwa, bo mam wrażenie, że na nowo zakochuję się w tej samej osobie. Ta rozmowa sprzed ponad miesiąca naprawdę wiele zmieniła i teraz naprawdę nie powinnam na nic narzekać. Jest mi dobrze tak jak jest. Zapewne dlatego, że on jest przy mnie cały czas. Że jestem z dala od kraju, który niedługo i tak planuję opuścić już na zawsze. Że mam właściwie stały dopływ gotówki. Czuję się spokojna, bo nie przesiaduję już na Facebooku tylu godzin co wcześniej. Pewnie między innymi dlatego, że jest tu słaby Internet, ale to swoją drogą. A takie rozmowy przez komunikatory nie zawsze dobrze nastrajają, choć to zależy. Ja zauważyłam, że lepiej mi, gdy odpiszę co dwa - trzy dni, a przy dobrych wiatrach, udaje mi się nawet odbyć wtedy trochę dłuższą rozmowę z danymi osobami. Jednocześnie łapię się też na tym, że chyba za bardzo się tu wyciszam, bo nawet nie odczuwam potrzeby rozmawiania. Nawet tutaj, w miarę możliwości, zamykam się w tym ciasnym pokoju i oglądam filmy albo leżę i słucham muzyki. Ostatnio nawet zaczęłam pisać opowiadanie! Nie wiem co z tego wyjdzie, bo obawiam się, że skończy się tak jak zwykle. Zostawię tę jedną zapisaną stronę i już nigdy do niej nie wrócę. No ale kto wie, kto wie... Planuję też wziąć udział w konkursie literackim, ale muszę się odpowiednio nastroić, aby napisać takie opowiadanie. Poczytałabym sobie Murakami'ego, ale jego wydania są na tyle duże, że już mi się do torby książki nie zmieściły. Ach tak, piszę, że jestem szczęśliwa, a na początku wspominam o tych czarnych myślach. Nie wiem skąd to się bierze. Czasem wystarczy jakaś drobna rzecz, na którą nikt normalny by nie zwrócił uwagi, ale mnie mimo wszystko jest coś takiego w stanie zirytować. Wciąż nie potrafię obyć się bez płaczu raz na dwa dni (przynajmniej), aczkolwiek czasem płaczę właśnie ze szczęścia. A dziś znów bardzo drobna rzecz mnie przybiła, ale nie będę o tym opowiadać, bo ogólnie jest dobrze. Na nic nie narzekam. Poza zimnem w moim miejscu pracy i obitymi kończynami. 

Nothing's gonna hurt you baby

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz