27.1.16

loneliness

Chciałabym zdać już tę pracę licencjacką. 
Chciałabym już czerwiec i być po wszystkim.
Chciałabym mieć pewność, że jak opuszczę ten kraj na czas nieokreślony, to wszystko będzie wyglądało tak jak bym chciała, aby wyglądało. A przynajmniej w jakimś stopniu.
Chciałabym wyjechać już do Holandii, poznać nowych ludzi i mieć pewność, że zarobię trochę grosza.
Chciałabym znów napić się piwa na plaży, zagryzając je tęczowymi ciastkami i beztrosko wpatrywać się w morze.
Chciałabym brnąć przez życie z uśmiechem na twarzy, nie przejmując się nikim ani niczym. 
Nie porównując się z innymi, nie słuchając niczyich uwag, robić to co ja bym chciała i to co ja uważam za słuszne.
Chciałabym w końcu zdobyć odwagę i zrobić te rzeczy, których zrobić się boję. 
Chciałabym wykrzyczeć całemu światu te rzeczy, które chcę i te rzeczy, których nie chce.
Chciałabym, aby słońce znów rozświetlało cały świat, dodając mi pozytywnej energii.
Chciałabym nie myśleć o tym co było lub też nie było.
Chciałabym być sobą taką uśmiechniętą, cieszącą się głupotami, żyjącą we własnym świecie, beztroską, żyjącą marzeniami i planującą różne szalone rzeczy.
Chciałabym po prostu żyć po swojemu.
Żyć tak i nie przejmować się tym co ludzie powiedzą.
Chciałabym, aby moje życie było wartościowe; żebym każdego dnia się uśmiechała.
Mniej lub bardziej.
Chcę znów upiec ciasto i zjeść je, oglądając ogłupiające młodzieżowe seriale na Disney Channel.
Spotkać się z kimś w domu i tańczyć z nim do koreańskiej muzyki.
Chciałabym wyjść na ulicę i przytulić się do przypadkowej osoby.
Znów ubrać się na kolorowo, wcisnąć różowe słuchawki w uszy i iść przed siebie w rytm muzyki.
Chciałabym po prostu być szczęśliwa, nie uzależniając swojego szczęścia od nikogo.
Ludzie nie dają nam szczęścia. Trzeba umieć czuć się szczęśliwym z samym sobą, ot.
Dlatego jednego dnia przybrałam postać świadomego alkoholika, wypijając pięć kieliszków wódki, a przy tym słuchałam japońskiego rocka i Korna. Śmiałam się do siebie, skakałam po domu, rzucałam się po łóżku, śpiewałam te partie, które umiałam zaśpiewać. Udawałam, że gram na gitarze. Zaczęłam nawet pisać opowiadanie, które zatytułowałam "O czym piszę, gdy piję wódkę". 
To była jedna z tych chwil, które warto wspominać. 
I nie potrzebowałam nikogo, żeby się śmiać i tańczyć przez następne pół nocy.
Czy mogłoby tak być zawsze...?

1 komentarz:

  1. czesc,
    wydajesz się być bardzo w porządku dziewczyną- gratuluje odkrycia w sobie osrodka szczesciwosci (zarazem przestrzegam przed popadaniem w wódkowe szczęscie_
    "o czym pisze, gdy pije wodke" jest pomyslem tak naturalnym i swietnym ze staje sie automatycznie klasykiem- prosze o wklejeni. gdyby jakis autor przyznal sie ze sie napil i napisal cos o tym tytule to bym to kupil. pozdro

    OdpowiedzUsuń