16.10.15

the quiet

Co powinnam powiedzieć dziś? Chciałabym powiedzieć coś dobrego, miłego, radosnego, bo przecież właśnie tak ma być. Tak jest. Tak jest zawsze, kiedy przebywam w towarzystwie, w którym mam okazję przebywać ostatnimi czasy. Ale chyba w tym tygodniu za mało mi go było, bo jakoś dziwnie ciężko na sercu się zrobiło. I tym sposobem znów muszę zrobić to co zwykle, czyli ponarzekać na to i owo. Marudzić bez sensu, pojęczeć, pogadać o jakichś głupotach. Najwyraźniej gdzieś w głębi mnie ukrywa się jakiś mały potworek, który od czasu do czasu gdzieś tam mnie szturcha i nie pozwala żyć w spokoju. Tak naprawdę nie wiem czy coś mi dolega czy nie, ale tak szczerze mówiąc, to nawet wolałabym tego nie wiedzieć. Chciałabym wreszcie zacząć zachowywać się normalnie, przestać myśleć o tym, co było kiedyś. To wszystko działo się tak dawno, tego już nie ma, skończyło się. Teraz jest najlepiej. Najlepiej jak dotąd i będzie jeszcze lepiej. Albo, jakby to zaśpiewali Los Campesinos: oh, it won't get better, that doesn't mean it's gonna get any worse. No ale nie bądźmy już takimi pesymistami. Nauczyłam się żyć uzależniona od czegoś lub kogoś. Kiedyś to były mangi, anime, dramy, seriale, filmy, kreskówki, czyli właściwie wszystko to, co można było oglądać na ekranie monitora. Śledzić losy ludzi lub postaci, które nie istnieją naprawdę i jednocześnie wszelakie historie przeżywać razem z nimi. Czasem człowiek sobie myśli, że jest w tym coś żałosnego, bo równie dobrze mógłby się spiąć i sam wieść podobne życie, lecz wiadomo, że nie wszystko to, co dzieje się w poszczególnych seriach, da się odtworzyć naprawdę. Przecież nie zacznę teraz skakać po ścianach niczym Spiderman, albo nie będę takim genialnym detektywem jak Sherlock. Kiedyś tylko tak potrafiłam żyć, z dala od tego wszystkiego. No, prawie wszystkiego. A jak już jestem przy tym temacie, to warto wspomnieć, że całkiem niedawno moja druga połówka (och, jak to pięknie brzmi, kiedy w końcu oficjalnie można tak kogoś nazwać, nie kryjąc się ani nie wstydząc się niczego) zapytała mnie co takiego fascynuje mnie w superbohaterach i kreskówkach. Odpowiedziałam mu, że fascynuje mnie to, iż jest to świat do którego mogę uciekać. Nie było mnie tutaj, a byłam tam. W Gotham City, w Marcepanowie, czy też w Krainie Czarów. Wszędzie tam, gdzie mogłam zaznać jakiejś ulgi. Patrzeć na tych wszystkich mrocznych lub kolorowych bohaterów. To właśnie jedno z tych uzależnień, które jeszcze gdzieś tam się mnie trzyma. Potem coś zaczęło się zmieniać. Potem zaczęłam uzależniać się od ludzi. Było ich niewielu, ale jednak. Przychodzili, odchodzili. Czasem pomagali przetrwać trudne chwile, a czasem sami do tych trudnych chwil doprowadzali. Pewne czynniki zaczęły mnie przerastać, przerażać. W pewnym momencie pomyślałam sobie nawet, że może ja się zwyczajnie do tego wszystkiego nie nadaję? Może powinnam była wciąż tkwić w czterech ścianach swojego pokoju i uciekać do tego swojego kolorowego świata. Tam, gdzie nie ma nikogo, ani niczego co mogłoby mi zaszkodzić. Dziwaczne jest to wszystko, kiedy sobie o tym myślę. Czasem jednak myślę też o tym, że los daje nam różne szanse i albo je wykorzystujemy, albo nie. Tym sposobem mam za sobą kilka, moim zdaniem, nieudanych randek, wspomnienia po krótkotrwałych znajomościach, które z czyjejś winy zostały przerwane i jeszcze parę innych rzeczy. Tak i teraz wykorzystałam tę szansę i jestem przekonana, że będziemy żyć długo i szczęśliwie, jak w tych wszystkich bajkach. Bo to ktoś, kto faktycznie w jakimś stopniu mnie rozumie i również w jakimś stopniu jest do mnie podobny. Dlatego tak mi dziwnie, kiedy mam tę świadomość, że jutro minie trzeci dzień odkąd się nie widzimy. Ale wytrzymaliśmy miesiąc bez siebie, więc te trzy dni powinny być niczym, prawda? A czas tak szybko leci, a jeszcze szybciej leci, niestety, gdy spędzamy go razem. Ale zawsze jest miło. Wspaniale. Przyjemnie. Najlepiej. Wciąż jednak nie wiem, dlaczego moja chwila kryzysu musiała nastąpić przy nim. Popłakałam się i do teraz nie potrafię stwierdzić jaki był tego powód. Coś mnie dotknęło, coś musiało na mnie podziałać. Czasem jednak zbyt wiele myśli kłębi się w mojej głowie, a już nie powinno. Czy to się skończy i będę mogła uśmiechać się permanentnie nawet jak jego przy mnie nie będzie? Och, niebiosa, wspierajcie mnie i bądźcie dobre, a ja będę dobra dla całej reszty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz