19.9.15

can't fight these feeling for you

Pora wyrazić jakiś spokój ducha na tym blogu, bo przynajmniej raz w roku by wypadało, co? Wiecznie tylko jęczę, marudzę, narzekam. Jak to mi smutno, jak to mi źle, jak to wszystko idzie nie po mojej myśli. Jak to życie toczy się nie tak jak powinno. Nie tak jak się w mojej główce ubzdurało. A tak przynajmniej było do czasu. Do czasu aż nie wyjechałam. No bo przecież, jak co roku, musiałam opuścić kraj na, przynajmniej, te dwa miesiące. Laptopa nowego potrzebowałam, a jak zdobyć nowego laptopa bez pieniążków? Ciężko, moi Drodzy, ciężko. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach, gdzie właściwie wszystko się kręci w okół pieniądza. Ale ja nie o tym. Tak naprawdę to nie o pieniądzach dziś chciałam, bo nie chcę wyjść na materialistkę (choć, prawdę mówiąc, każdy z nas jest materialistą, w mniejszym lub większym stopniu). W tym roku na tym moim cudownym wyjeździe wydarzyło się coś, czego nigdy bym się nie spodziewała. Przez długi czas sądziłam, że będę sobie tam żyć przez te dwa miesiące, w siedmioosobowym domku, z szóstką innych dziewczyn. Będziemy pracować, jeść, spać, od czasu do czasu pić i spacerować tu i ówdzie. Tak faktycznie było przez cały wyjazd, lecz z tą drobną różnicą, że nie w towarzystwie dziewczyn się to działo. A przynajmniej nie przez cały czas. Bo ktoś się nagle pojawił, podszedł do mojego zdezelowanego laptopa i widząc, że w youtubowej wyszukiwarce wpisane było "Alice in Chains", spytał czy słucham takiej muzyki. "Ja słucham wszystkiego". I jakoś tak to się właśnie wszystko zaczęło. Cebula z jajecznicą, a tydzień później koniak i, wciąż, dobra muzyka w tle. Wszyscy idą spać, a wy się kładziecie na kanapie i rozmawiacie o wszystkim. A potem dajecie się ponieść chwili i o trzeciej w nocy dajecie się jeszcze zaprosić na naleśniki. W końcu się wymieniacie numerami telefonów, bo pracujecie o takich porach, że tak na dobrą sprawę, nie powinniście się w ogóle spotykać. Ale dajecie radę. Dajemy radę. A teraz ja muszę się wykazywać dodatkową cierpliwością, aczkolwiek już niedługo. Cieszę się jak dziecko i wydaje mi się, że tak to się chyba jeszcze nigdy nie cieszyłam. I chociaż już raz się pokłóciliśmy o głupotkę, to idziemy naprzód. Życie toczy się własnym tempem, a my snujemy przeróżne plany. Nie sądziłam, że w tym żywocie mnie jeszcze spotka coś normalnego. Takie normalne uczucie, którego jestem pewna. Jestem pewna, bo bardzo często słyszę pewne słowa. Ładne zwroty, miłe komplementy. Odczuwamy oboje tęsknotę, lecz trzeba wytrzymać. A potem miłość zakwitnie na nowo, lub po prostu będzie kwitła dalej. Takie to są te milutkie sprawy, o których od dłuższego czasu lubię sobie myśleć i uśmiechać się przy tym. I nawet fakt obrony dyplomu czy inne rzeczy, które normalnie mogłyby mi sprawić radość, nie działają na mnie tak, jak działa na mnie ta rzecz. A właściwie to nie rzecz, a osoba. I gdy tak sobie o tym myślę, to czuję się jak zakochana nastolatka z jednego z tych młodzieżowych filmów, emitowanych na Polsacie w niedzielne popołudnia. Momentami nawet czuję się jak w jakimś filmie czy książce, tylko nasza ścieżka dźwiękowa nie zawsze pasuje do tych romantycznych klimatów. I od dłuższego czasu nie potrafię myśleć o niczym innym. Okazuje się, że jednak wbrew pozorom, każdy z nas zasługuje na takie prawdziwe uczucie. Przecież los nie może wiecznie robić nam pod górkę, prawda? I choć czasem myślę o tych poprzednich sprawach, które jeszcze wcześniej wprawiały mnie w smutek, tak teraz myślę sobie, że zasłużyłam na to wszystko, co dzieje się teraz. Zasłużyłam na to, by mieć przy sobie taką osobę i aby się zachowywać tak jak się zachowuję. Brnijmy więc teraz przez życie z uśmiechami na twarzy i snujmy dalsze plany. Czekam na dzień, w którym on do mnie wróci i już nie będę musiała się uśmiechać sama do siebie. I choć miłe słowa to takie rzeczy, kiedy głupio Ci odpowiedzieć "dziękuję", tak znów chciałabym usłyszeć jaki to mam piękny uśmiech. 

I got these feelings for you~

1 komentarz:

  1. O, jesteś moją imienniczką, albo ja Twoją, zależy z której strony spojrzeć, chyba się uśmiechnęłam na widok naszego imienia; wydaje mi się, że wcześniej go tutaj nie podawałaś. Ale to mało istotne. ;) Dawno nie pisałaś. Spojrzałam na archiwum i dopiero uświadomiłam sobie, że to końcówka wiosny i całe lato. Niesamowite jak ten czas szybo płynie. Ale za to jakie zmiany, u Ciebie, właściwie trudno mi skomentować to w jakikolwiek sposób. Mogę się tylko uśmiechnąć i po raz kolejny stwierdzić, że życie lubi zaskakiwać. :)

    OdpowiedzUsuń