5.2.15

days of future past

Ostatnio, nie mogąc zasnąć, leżałam na swoim łóżku i zajmowałam się mało istotnymi sprawami. Bo co to właściwie robić, gdy na zegarku godzina duchów wybiła już dawno, w pokoju jest ciemno, a rodzice śpią za ścianą? Muzyki się głośno nie posłucha, a słuchawek w domu nie preferuję, gdyż chciałabym chociaż czasem pozwolić moim uszom odpocząć. Poza domem to prawie zawsze muzyka na niemalże maksymalną głośność i słuchawki wciśnięte głęboko. Lecz nie o tym chciałam tu dziś prawić. Wracając do tych czynności wykonywanych nocą, to w pewnym momencie stwierdziłam, że chętnie bym sobie coś poczytała. Próbowałam zająć się lekturą jakichś przypadkowych opowiadań, lecz tym razem jakoś wyjątkowo nic nie urzekło mnie na tyle, bym była w stanie przebrnąć dane opowiadanie do końca. Zdecydowałam się więc na lekturę innej strony. Mojego własnego bloga. Już jakiś czas temu zdałam sobie sprawę z faktu, że ten blog ma już prawie 7 lat! To jest tak niesamowite, jak ten czas szybko upływa. Niesamowite jest też to jaka ja byłam kiedyś. Taka przygnębiona i zagubiona. Nie wiem czy ktokolwiek, kto zna mnie już bardzo długo tak by się właśnie o mnie wyraził, ale wydaje mi się, że osoby obce, wpadające tu przypadkowo raczej nie uznałyby mnie za pozytywnie myślącego człowieka. Do dziś jest mi przykro, że w okresie liceum byłam właśnie takim, a nie innym człowiekiem. Mogłam zrobić tyle różnych rzeczy, skoro i tak nie miałam wtedy znajomych (so sad). To znaczy, miałam znajomych, ale wydaje mi się, że moje życie towarzyskie było bardziej ograniczone niż teraz, a ja podobno dużą wagę przywiązuję do kontaktów towarzyskich. Tak mi powiedział mój sen. A śniło mi się, że zgubiłam telefon. Właśnie telefon symbolizuje te kontakty towarzyskie, z kolei sam fakt zgubienia o czymś świadczy o tym, że się przejmuję mało istotnymi sprawami. Myślę, że coś w tym jest. Nie wiem dlaczego znów powracam do tych smutnych licealnych czasów, kiedy to jednego roku zadurzyłam się w chłopcu, którego nawet nigdy nie poznałam; podobnie jak i w drugiej klasie. Nie myślałam o niczym innym, a tylko o nich. To było takie nienormalne, tak sobie teraz myślę. Nie potrafiłam nawiązać nowych znajomości nawet przez Internet. Zawsze bałam się ludzi, to że nie potrafiłam zagadać kogoś na żywo to już swoją drogą, ale żeby tak wirtualnie się wstydzić? Co prawda, było parę sytuacji w moim życiu, kiedy to przemogłam się właśnie do takiego rozpoczęcia znajomości przez Internet i dobrze na tym wyszłam. Myślę, że dopiero mając już te 18 lat coś się zaczęło powoli we mnie zmieniać. I choć w tej trzeciej klasie też w pewnych chwilach czułam się samotna, to jakoś łatwiej było mi się poruszać wśród ludzi. Ale tak naprawdę to moje życie zaczęło się dopiero jak poszłam na studia. A w sumie to już troszeczkę przed. I tu chciałam nawiązać do jednego wpisu na tym blogu, gdzie tradycyjnie narzekałam na życie i w pewnym momencie  napisałam o swojej nadziei względem nowego życia po maturach. Pamiętam, że wtedy sądziłam, iż to owe nowe życie będzie całkowicie nowe, w nowym miejscu, wśród nowych ludzi. Ostatecznie zostałam tu gdzie byłam, lecz nowych ludzi poznałam sporo i to dzięki nim na pewien czas kompletnie zapomniałam o liceum. Zapomniałam o tym jakim byłam kiedyś beznadziejnym przypadkiem, jak bardzo marnowałam swoje życie, siedząc przed ekranem komputera i oglądając zdjęcia przypadkowych ludzi na Facebooku, którym jednocześnie zazdrościłam, że są w związkach albo mają paczkę naprawdę zgranych przyjaciół i zawsze potrafią sobie coś ciekawego zorganizować. Byłam tak żałosna, ale na szczęście to się zmieniło. Niestety, jak to w życiu bywa, nawet w ciągu tego studenckiego czasu (który wciąż jeszcze trwa) pewne kontakty się posypały i cały czas tęsknię za pewnymi osobami. Wiem, że już o tym kiedyś wspominałam, ale lubię sobie przypominać o ludziach dzięki którym moje życie stało się lepsze. Także, jakby nie patrzeć jakaś zachcianka z tych licealnych czasów się spełniła. Chciałam mieć lepsze życie po maturach, no i je dostałam. Czasem mam jednak myśli, aby skasować stare wpisy, bo nie chcę wspominać tamtych czasów, chcę o nich zapomnieć, ale nigdy nie mam na tyle odwagi, by usuwać wspomnienia. Zresztą, nawet jeśli bym coś skasowała, ja i tak zbyt wiele rzeczy pamiętam. Tak więc muszę przestać tak roztrząsać te smutne czasy i żyć z tą myślą, że wciąż jeszcze wiele przede mną, a myśląc o przeszłości nic nie zmienię. Trzeba dalej marzyć, mieć pewne cele, po prostu jakoś iść naprzód. I tak uważam się teraz za lepszą osobę niż byłam kiedyś. Co za radość.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz