13.2.15

where are you

Straszne jest to, co się dzieje w mojej głowie. Są chwile, kiedy naprawdę nienawidzę siebie samej. Zresztą, podejrzewam, że nie jestem jedyną osobą, która tak o sobie mówi. To bardzo smutna i okrutna prawda, ale niestety tak jest. Chcielibyśmy coś w sobie zmienić, ale czasami w ogóle nie potrafimy myśleć w taki sposób i myślimy tylko o tym, jak się pozbyć siebie samego z tego świata. Prawdę mówiąc, nie powinnam na nic narzekać w tej chwili. Poza drobnymi problemami z moją szanowną rodzicielką, nic mi w sumie nie dolega, ale i tak jest jakoś smutno. Wciąż za dużo myślę o zbyt wielu rzeczach, a jednocześnie nic nie robię. Chyba nawet nie mam już siły nikomu o tym mówić, bo to tak naprawdę nic nie daje. Lepiej się już wyżyć na blogu, którego i tak prawie nikt nie czyta. Cały czas nie podoba mi się to jaka byłam kiedyś, ale próbuję sobie tłumaczyć to w jakiś logiczny sposób. Może właśnie o to chodzi. Może właśnie chodzi o to, że kiedyś byłam inna. Nie wiem, dlaczego ciągle myślę o przeszłości, choć to wszystko, co się kiedyś działo było tak dawno. Mówię sobie, że powinnam żyć dalej, iść na przód, nie myśleć o tym co było, a myśleć o tym co będzie. Niestety mam tę smutną przypadłość, że porównuję się z innymi ludźmi. Tak nie powinno się robić. Czasami mam wrażenie, że w wielu kwestiach jestem gorsza niż inni. Że nie przeżyłam swojego życia tak jak powinnam, chociaż jeszcze wiele życia przede mną. Nie wiem dlaczego wciąż siedzę i narzekam, zamiast zacząć jakoś działać. Najwidoczniej to siedzenie w domu doprowadza mnie już do takiego stanu. Nie powinno mnie tu być, tak sądzę. Stałam się uciążliwa dla rodziców chyba jeszcze bardziej niż byłam. Na dodatek, wszyscy przestajemy mieć czas dla siebie nawzajem im starsi się stajemy. Zaczynam się już mieszać w swoich wyznaniach, a do tego powtarzam myśli z ostatniej notki. Słońce za oknem, ale ta świadomość, że jest zima wciąż siedzi w mojej głowie. Czyżby to ona też miała swój udział w tym dziwnym samopoczuciu? Nie lubię się tak czuć, bo jakby nie patrzeć, nie mam ku temu konkretnych powodów. Gdy sobie czasem pomyślę co tak właściwie mi przeszkadzało w tych dawnych czasach i próbuję znów stać się na kilka sekund tą nastoletnią Kasią z liceum, to jedyną rzeczą, która przychodzi mi na myśl jest to słabe życie towarzyskie. Byłam na tyle głupia, że przejmowałam się tym, zamiast zająć się jakimiś swoimi zainteresowaniami. Po czasie chyba szlag je wszystkie trafił. Teraz, osoba z którą chcę porozmawiać naprawdę jest dla mnie dostępna i nie muszę jej adorować z daleka, tak jak to robiłam kiedyś. Martwi mnie tylko pewna rzecz, której jednak nie chciałabym poruszać publicznie. Chyba ta świadomość faktu, jaką osobą jestem teraz. I nie chodzi już o sam charakter, ale też inne kwestie. Choć normalnie nie widzę w tym nic złego, tak kiedy myślę o sobie jako...takiej, to czuję się w pewnym stopniu przerażona. Dlatego też boję się wyznać prawdę, bo nie wiadomo jak mogę zostać odebrana. Obawiam się, że za bardzo sobie namieszałam w tym swoim małym móżdżku. Aktualna sytuacja wygląda jednak tak, że zostałam sama...lecz na jak długo?
Dalej "emuję", ale gdy tak się nad tym dłużej zastanowię, to bardziej z tego drugiego powodu. Za bardzo się wciągnęłam i tak to się wszystko potem kończy...
Mam nadzieję, że gdy następnym razem zdecyduję się znów tu coś napisać, będzie bardziej optymistycznie. Może po weekendzie. Kto to wie...chyba tylko Ten, kto zarządza naszym losem, huh.


5.2.15

days of future past

Ostatnio, nie mogąc zasnąć, leżałam na swoim łóżku i zajmowałam się mało istotnymi sprawami. Bo co to właściwie robić, gdy na zegarku godzina duchów wybiła już dawno, w pokoju jest ciemno, a rodzice śpią za ścianą? Muzyki się głośno nie posłucha, a słuchawek w domu nie preferuję, gdyż chciałabym chociaż czasem pozwolić moim uszom odpocząć. Poza domem to prawie zawsze muzyka na niemalże maksymalną głośność i słuchawki wciśnięte głęboko. Lecz nie o tym chciałam tu dziś prawić. Wracając do tych czynności wykonywanych nocą, to w pewnym momencie stwierdziłam, że chętnie bym sobie coś poczytała. Próbowałam zająć się lekturą jakichś przypadkowych opowiadań, lecz tym razem jakoś wyjątkowo nic nie urzekło mnie na tyle, bym była w stanie przebrnąć dane opowiadanie do końca. Zdecydowałam się więc na lekturę innej strony. Mojego własnego bloga. Już jakiś czas temu zdałam sobie sprawę z faktu, że ten blog ma już prawie 7 lat! To jest tak niesamowite, jak ten czas szybko upływa. Niesamowite jest też to jaka ja byłam kiedyś. Taka przygnębiona i zagubiona. Nie wiem czy ktokolwiek, kto zna mnie już bardzo długo tak by się właśnie o mnie wyraził, ale wydaje mi się, że osoby obce, wpadające tu przypadkowo raczej nie uznałyby mnie za pozytywnie myślącego człowieka. Do dziś jest mi przykro, że w okresie liceum byłam właśnie takim, a nie innym człowiekiem. Mogłam zrobić tyle różnych rzeczy, skoro i tak nie miałam wtedy znajomych (so sad). To znaczy, miałam znajomych, ale wydaje mi się, że moje życie towarzyskie było bardziej ograniczone niż teraz, a ja podobno dużą wagę przywiązuję do kontaktów towarzyskich. Tak mi powiedział mój sen. A śniło mi się, że zgubiłam telefon. Właśnie telefon symbolizuje te kontakty towarzyskie, z kolei sam fakt zgubienia o czymś świadczy o tym, że się przejmuję mało istotnymi sprawami. Myślę, że coś w tym jest. Nie wiem dlaczego znów powracam do tych smutnych licealnych czasów, kiedy to jednego roku zadurzyłam się w chłopcu, którego nawet nigdy nie poznałam; podobnie jak i w drugiej klasie. Nie myślałam o niczym innym, a tylko o nich. To było takie nienormalne, tak sobie teraz myślę. Nie potrafiłam nawiązać nowych znajomości nawet przez Internet. Zawsze bałam się ludzi, to że nie potrafiłam zagadać kogoś na żywo to już swoją drogą, ale żeby tak wirtualnie się wstydzić? Co prawda, było parę sytuacji w moim życiu, kiedy to przemogłam się właśnie do takiego rozpoczęcia znajomości przez Internet i dobrze na tym wyszłam. Myślę, że dopiero mając już te 18 lat coś się zaczęło powoli we mnie zmieniać. I choć w tej trzeciej klasie też w pewnych chwilach czułam się samotna, to jakoś łatwiej było mi się poruszać wśród ludzi. Ale tak naprawdę to moje życie zaczęło się dopiero jak poszłam na studia. A w sumie to już troszeczkę przed. I tu chciałam nawiązać do jednego wpisu na tym blogu, gdzie tradycyjnie narzekałam na życie i w pewnym momencie  napisałam o swojej nadziei względem nowego życia po maturach. Pamiętam, że wtedy sądziłam, iż to owe nowe życie będzie całkowicie nowe, w nowym miejscu, wśród nowych ludzi. Ostatecznie zostałam tu gdzie byłam, lecz nowych ludzi poznałam sporo i to dzięki nim na pewien czas kompletnie zapomniałam o liceum. Zapomniałam o tym jakim byłam kiedyś beznadziejnym przypadkiem, jak bardzo marnowałam swoje życie, siedząc przed ekranem komputera i oglądając zdjęcia przypadkowych ludzi na Facebooku, którym jednocześnie zazdrościłam, że są w związkach albo mają paczkę naprawdę zgranych przyjaciół i zawsze potrafią sobie coś ciekawego zorganizować. Byłam tak żałosna, ale na szczęście to się zmieniło. Niestety, jak to w życiu bywa, nawet w ciągu tego studenckiego czasu (który wciąż jeszcze trwa) pewne kontakty się posypały i cały czas tęsknię za pewnymi osobami. Wiem, że już o tym kiedyś wspominałam, ale lubię sobie przypominać o ludziach dzięki którym moje życie stało się lepsze. Także, jakby nie patrzeć jakaś zachcianka z tych licealnych czasów się spełniła. Chciałam mieć lepsze życie po maturach, no i je dostałam. Czasem mam jednak myśli, aby skasować stare wpisy, bo nie chcę wspominać tamtych czasów, chcę o nich zapomnieć, ale nigdy nie mam na tyle odwagi, by usuwać wspomnienia. Zresztą, nawet jeśli bym coś skasowała, ja i tak zbyt wiele rzeczy pamiętam. Tak więc muszę przestać tak roztrząsać te smutne czasy i żyć z tą myślą, że wciąż jeszcze wiele przede mną, a myśląc o przeszłości nic nie zmienię. Trzeba dalej marzyć, mieć pewne cele, po prostu jakoś iść naprzód. I tak uważam się teraz za lepszą osobę niż byłam kiedyś. Co za radość.