16.1.15

one more moment

Gdy od czasu do czasu klikam sobie w mojego bloga i od niechcenia obserwuje go tak po prostu, bo nie mam nic lepszego akurat do roboty, to śmiać mi się chce z samej siebie. A dlaczego? Z wielu różnych powodów. Pierwszy o którym pomyślałam, to tytuł. Mój blog głosi, że życie jest krótkie, aby tracić czas na nienawiść. Starałam się żyć tym cytatem, ale czasem mi to nie wychodzi. Czasem po prostu myśli się o niektórych osobach, o niektórych rzeczach, zdarzeniach i jakoś tak zaczynamy odczuwać swego rodzaju niechęć, czy też właśnie nienawiść do danych rzeczy, osób, zdarzeń, a momentami nawet do samego siebie. Ja zrobiłam w życiu wiele rzeczy, ale jednocześnie wielu rzeczy nie zrobiłam. Podejrzewam, że nie jestem jedyną osobą, która pewnych rzeczy żałuje, a pewnych nie. Oczywiście, wciąż żyję z myślą, że nienawidzę swoich licealnych czasów (choć miałam tak nie myśleć, a po prostu o tym zapomnieć), bo byłam wtedy naprawdę pokręconym człowiekiem. Wciąż jestem, ale chyba mam zupełnie inne podejście do wielu spraw. Może to właśnie kwestia tego, że dojrzałam? Momentami mi się jednak wydaje, że wcale nie do końca dojrzałam. Nie wiem skąd bierze się zmiana mojej postawy wobec niektórych rzeczy, ale chyba się cieszę, że teraz jest inaczej niż było kiedyś. Lepiej. Nawet łatwiej mi się rozmawia z ludźmi. Co prawda, nie z każdym, ale chyba łatwiej się otwieram na innych. Tak mi się wydaje. Myślę, że duży wpływ na nasze zachowania może mieć też towarzystwo, w którym się obracamy. Moje towarzystwo zmienia się średnio co trzy lata, jakby nie patrzeć. Gdy człowiek zdaje z jednej szkoły do drugiej, a potem na studia, to generalnie przez ten określony czas najwięcej czasu spędza wśród tej samej grupy ludzi, jakby nie patrzeć. A może to ja zawsze byłam takim dzikusem, który innego towarzystwa zwyczajnie nie potrafił sobie znaleźć. Dopiero na studiach to się trochę zmieniło i cieszę się z takiego obrotu spraw. Życie wtedy zaczęło toczyć się jakimś innym tempem. Przestałam rozpamiętywać licealne czasy, wpadłam w naprawdę przemiłe towarzystwo, poznałam tylu różnych ludzi i sporą część z nich naprawdę miło wspominam. Nawet tych, którzy zapewne miło nie wspominają mnie, albo po prostu o mnie nie myślą. Gdy się tak głębiej nad tym zastanowię, to z osobami, które najbardziej pomogły mi w zmianie mojego nastawienia do świata, już nie rozmawiam, ale zawsze będę im wdzięczna za wspólnie spędzony czas. Słodkości. A co mogę powiedzieć o teraz? Teraz siedzę w swoim cieplutkim pokoju, zastanawiam się, nad tym jak to jest być tak zajętym, że nie ma się czasu nawet na to, by odpisać na jedną krótką wiadomość. Ja dawno nie byłam tak bardzo zajęta, więc może nie pamiętam po prostu jak to jest. Chyba brakuje mi zajęć. Trochę mi tylko smutno, bo nie mogłam dziś spędzić czasu w towarzystwie, a wszystko przez to, że mój cholerny organizm ma tak strasznie słabą odporność. I już zaczynam się martwić, czy coś mi się przypadkiem nie dzieje. Po raz pierwszy w tym roku będzie trzeba się wybrać do lekarza. A pomyśleć, że byłam tam jeszcze trzy tygodnie temu. Paranoja.
Wciąż czegoś mi brakuje. Ja nawet wiem czego, ale nie chcę o tym mówić głośno.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz