23.1.15

do this all day

Wydaje mi się, że coś mi w życiu nie wychodzi, lecz jednocześnie zastanawiam się, co też takiego może mi nie wychodzić, skoro, jakby nie patrzeć, tak właściwie to nic nie robię. Studiuję, jasne. Ale w zależności od tego jaki kierunek studiujesz, albo zdajesz, bo wykładowcy są na tyle leniwi, że nie chce im się robić egzaminu, albo uczysz się jak głupi, nie mogąc korzystać z życia towarzyskiego, a i tak nie zdajesz. Ja należę do tych pierwszych. Stety, albo niestety. Wiem co to znaczy dużo się uczyć i nie korzystać w tym czasie z życia, wbrew pozorom. Na pierwszym i drugim roku coś jednak jeszcze robiliśmy. Zadania, kolokwia, prezentacje, pytania. Do dzisiaj nie zapomnę niezaliczonego kolokwium z psychologii i uczenia się na poprawkę w Walentynki. Co po niektórzy mieli do mnie wąty o to, że chcę zdać semestr. Trzeba być tolerancyjnym przecież, czy coś. I tak, w zyciu nie spodziewałabym się po sobie tego, że będę kiedyś na brak nauki narzekać. Może nie chodzi mi o sam fakt, że chciałabym uczyć się tak dużo, że w pewnym momencie zapomnę jak się nazywam, ale nie mam nawet żadnej motywacji do czegokolwiek. Jestem na trzecim roku, niedługo zdaję licencjat, więc jestem w trakcie pisania pracy. Nie wiem, co chcę robić po studiach. Nie wiem, gdzie chcę pracować. Nie wiem, gdzie chcę być. Na pewno nie chcę być tutaj, ale mama mówi "Zdaj magisterkę, a potem jedź sobie gdzie chcesz". Mamo, ja nawet na magisterkę nie chcę już tu zostawać. No tak, ale kłania się kwestia pieniędzy i mojego ogólnego nieogara życiowego. Z drugiej strony, jak się naprawdę chce, to się potrafi, prawda? Myślałam nad rokiem przerwy między licencjatem, a magisterką. Żeby naprawdę wyjechać za granicę, tam zarobić, a potem jakoś dalej układać sobie życie. Mimo wszystko, mam naprawdę wiele planów, lecz mam wrażenie, że niektóre z nich kupy się nie trzymają. I właśnie przez to, że nie mam zajęcia myślę za dużo, a na sam koniec już się po prostu gubię. Jeszcze czeka mnie mega długa przerwa między semestralna. Człowiek by gdzieś pojechał, a nie ma z kim, bo każdy coś robi. Czuję się z tym trochę źle. Jak jakiś margines społeczny, który całymi dniami leży dupą do góry i żyje na rachunek rodziców. Za długo żyję nic nie robiąc, tak mi się coś wydaje. Straszne. A były takie wielkie postanowienia noworoczne! I szlag je wszystkie trafił... Brak we mnie determinacji. I w ogóle to bez sensu jest to wszystko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz