25.12.14

Podsumowanie 2014 roku

Jestem tak mało inteligentną osobą, że zupełnym przypadkiem usunęłam kilka notek z bloga. Widocznie byłam tamtego dnia zbyt chora i sama nie wiedziałam już, co robię. No cóż, może z jednej strony to nawet lepiej. Ostatnimi czasy czuję, że powinnam się chyba pozbyć na zawsze parę wspomnień i już nigdy do nich nie wracać. Jeszcze sobie pousuwam parę rzeczy i może będę się czuć spokojniej. Tymczasem, wpadam tu, aby podsumować miniony rok. Tak, tak. Chcę się pozbywać wspomnień, a przychodzę tu, aby je wszystkie spisać. A właściwie to nie wszystkie, a tylko te z 2014 roku. Cóż mogłabym rzec na ten temat? Wbrew pozorom, całkiem wiele się wydarzyło. Jak sobie o tym wszystkim myślę, to każdy miesiąc w którymś momencie był dosyć emocjonalny. Mam zacząć od początku? Wszystko będzie opisane bardzo pobieżnie, wolę się nie wdawać w szczegóły. Grunt, że ja je znam. No to zaczynamy!

Styczeń
Czym był styczeń? Co się działo w tym miesiącu? Zaczął się milutko. Naprawdę milutko. Pamiętam rozmowy telefoniczne do późna, wiadomości na dobranoc, na dzień dobry, pisanie listów, chodzenie po sklepach w poszukiwaniu drobnych podarków, co by je do tych listów dołączyć. Pamiętam sesję w koledżu, podczas której niemalże płakałam. W końcu to ten koledż z tymi ludźmi, z którymi raz się dogaduję świetnie, a raz mam ochotę pozbyć się stamtąd ich wszystkich. Albo sama wyjść. W styczniu pierwszy raz odwiedziłam też Liverpool. Pamiętam też odnowienie pewnego kontaktu. Strasznie mi to wtedy poprawiło humor. Był też Yukicon, dość męczący i strasznie zajęty, ale uśmiecham się, kiedy wspominam tamten dzień. To chyba tyle, jeśli chodzi o styczeń.

Luty
Co było w lutym? Luty zaczął się powrotem z Anglii. W lutym były Walentynki. Żadnych poprawek. Nie to co rok temu. Były pewne odwiedziny, dalej listy i inne słodzenie. I też się pewien kontakt odnowił. Nic szczególnego chyba nie działo się w tym miesiącu. Żadnych wyjazdów, poza tym jednym. Pamiętam, że luty się zakończył Yakuzową imprezą. Słodko.

Marzec
A co w marcu? Te koszmarne praktyki w podstawówce. Chociaż teraz, jak o tym myślę, to całkiem miło to wspominam. Pamiętam, że miałam nawet okazję chwilę popracować. I to dosłownie chwilę. Było też parę smutnych wydarzeń w tym miesiącu. Pogrzeb, zerwane więzi i takie tam. Pamiętam kino i Kapitana Amerykę! Tak, to bardzo ważne wspomnienie.

Kwiecień
Kwiecień, kwiecień...co w tym kwietniu? Gdańsk! Świetnie było. Strasznie miło wspominam ten wyjazd. Czy coś jeszcze? Całą Wielkanoc spędziłam na oglądaniu 'Desperate Housewives' i wciąż tkwię na drugim sezonie. Jeszcze kiedyś to skończę!

Maj
Och. W Maju znów się coś skończyło. Ale też coś się zaczęło. Maj był...dziwnym miesiącem. Maj był emocjonalny.

Czerwiec
To był chyba jeden z najlepszych miesięcy w tym roku. Pomimo sesji letniej. Pamiętam odwiedziny w Labie, dwuosobą imprezę z 'Ludzką Stonogą' i nasze mieszkanie jako kilkudniowy hotel.

Lipiec - Sierpień
Te dwa miesiące idą razem, bo te spędziłam w Holandii. Było raz lepiej, raz gorzej, ale strasznie tęsknię za tamtymi dniami. Chciałabym tam wrócić, mieszkać w domku nad wyschniętym bagienkiem i oglądać holenderskie reality show na śmierdzącej, skórzanej kanapie.

Wrzesień
Kolejne praktyki. Tych nie wspominam już tak miło jak marcowych. To było chyba jedno z najgorszych doświadczeń w moim życiu. I poprawka na samym początku miesiąca. Na szczęście zdałam. Ponadto, koniec września został uczczony przemiłą wycieczką i odwiedzinami. Tak, odwiedzinami u tej osoby, huh.

Październik
Październik był...po prostu październikiem. W październiku był konwent, były moje urodziny, był maraton horrorów. W październiku kolejne więzi się zerwały. Trochę z mojej winy chyba. No cóż.

Listopad
A w listopadzie byłam na Litwie. I to chyba tyle. A, i w Krakowie! A tak poza tym...to listopad też był okropny.

Grudzień
Grudzień niech się po prostu już skończy. Nie-na-wi-dzę chorować.

I to by było chyba na tyle.
Oby 2015 był lepszy.
Postanowienia jakieś tam są. Może się spełnią. Może nie. Wszystko się okaże.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz