13.11.14

fuck you anyway

- (...) Sądzisz, że wulkany są malownicze? Powiedz to dziesięciu tysiącom wrzeszczących trupów w Pompejach. Nadal potajemnie wierzysz, że na tym świecie istnieje magia? To tylko bezduszne molekuły przypadkowo odbijające się od siebie. Martwisz się o to, kto się o ciebie zatroszczy, gdy umrą twoi rodzice? I słusznie, bo oni w godzinie przeznaczenia staną się pożywieniem dla robaków. 
- Niewiedza jest błogosławieństwem - podsumowałam.
John Green "The fault in our stars"

Bardzo trafił do mnie ten cytat, a w szczególności to ostatnie zdanie. Zdecydowanie zgadzam się z nim całą sobą. Niewiedza jest błogosławieństwem. O ile spokojniejsze może być nasze życie, kiedy nie zdajemy sobie sprawy z wielu faktów. To jest jeden z powodów dla których nie interesuje mnie to, co się dzieje na świecie. Czy kolejna pijana matka gdzieś niedaleko mojego województwa zamordowała swoje dziecko, czy w kilku częściach świata wciąż toczone są wojny domowe, czy gdzieś w okolicach zamieszkiwanego przeze mnie osiedla grasuje gwałciciel. Tyle przykrych wiadomości można usłyszeć w telewizji, radiu lub po prostu przeczytać o tym w gazecie, że ja osobiście wolę tego po prostu unikać. Im mniej wiem, tym spokojniej mi się żyje. I nie chodzi tylko o całą masę nieprzyjemnych wydarzeń, które dotykają ten świat każdego dnia. Niewiedza, która w pewnym stopniu działa kojąco na nasze komórki nerwowe przydaje się także w przypadku naszego własnego życia. Czy ktoś o mnie mówi źle, czy komuś sprawiłam przykrość, nawet sobie nie zdając z tego sprawy, czy kogoś zirytowałam jakimś swoim zachowaniem. Czasem mówimy sobie nawzajem o wielu rzeczach, a czasami nie. Wiele zależy od tego, jak wyglądają wzajemne relacje ludzi i czy możemy sobie właściwie pozwolić na mówienie sobie niektórych rzeczy. Jeżeli jesteś moją przyjaciółką, którą znam od dziecka, to wiem, że mogę Ci nawet powiedzieć w twarz, że mnie bardzo denerwujesz (używając jednak bardziej kolokwialnej i niecenzuralnej wersji tego słowa), a Ciebie i tak to nie obejdzie. Przynajmniej nie aż tak bardzo, bo prędzej czy później i tak sobie wybaczymy. Ważną kwestią też jest sam fakt tego w jakich relacjach jest się z daną osobą. Chyba nie muszę tłumaczyć do kogo chciałabym teraz nawiązać, bo jakiś czas temu poświęciłam tej osobie jeden wpis. A żeby to jeden... Od jakichś dwóch lat ta postać zawsze się gdzieś tutaj przewija, nie zważając już nawet na to, jak rzadko tu cokolwiek piszę. To jak jest z tą relacją? Nijak. W zasadzie jest bardzo nijak, a ja muszę zacząć walczyć sama ze sobą i najzwyczajniej w świecie przestać rozmyślać o tym człowieku. Najbardziej w tym wszystkim jednak dobija mnie to, że czasami odnoszę dziwne odczucie, iż on może traktować mnie w sposób podobny jak ja jego. On zadzwoni raz na tydzień, rozmowa może potrwać nawet pięć minut, a potem cisza aż do czasu, póki któreś z nas znów się nie odezwie. Głupkowate są te moje problemy, czyż nie? Ja doskonale o tym wiem, ale uznaję to za taką moją małą dolegliwość. Póki nie znajdę odpowiedniego lekarstwa na to, co dzieje się ze mną teraz, będę chyba chorować bezustannie. W jakimś stopniu przeraża mnie ta jakże poważna kwestia uczuciowa. Chciałabym się teraz cofnąć w czasie. Znaleźć się w tym samym miejscu, lecz równe dwa lata temu. Wtedy wszystko się zaczynało...a teraz? Teraz po prostu nic już nie wiem. I do tego dochodzą te dziwaczne sny. Nie ma się jednak co tak zamartwiać. Próbuję sobie pomóc. Jakoś...
O co jednak chodzi z tą niewiedzą? O moją chorobliwą ciekawość i próby dowiedzenia się, dlaczego ta osoba wyżala się ze swojego życia uczuciowego osobom, z którymi w żaden sposób nie jest związany, ale za to one są związane ze mną. Nie powinnam już  dłużej tego roztrząsać, bo sama i tak do niczego nie dojdę. Proszę państwa, zakończmy wreszcie ten okres użalania się nad sobą i zacznijmy życie na nowo. Jak to sama do siebie ostatnio powiedziałam, muszę wyrzucić smutek ze swojego serca...czy coś.

4 komentarze:

  1. O jej, Rovix. ;) Wiem, że zdjęcie nie ma nic wspólnego z notką, ale zanim wzięłam się za czytanie, wiadomo, pierwsze w oczy rzuciła mi się fotografia. Rovix nie musi niczego sugerować, ale jednak spytam: czy byłaś na wrześniowym koncercie?

    Wspomniałaś o dwóch latach, a tak się składa, że właśnie w listopadzie dwa lata temu zostawiałam tutaj komentarz. Takie zbiegi okoliczności mnie trochę zadziwiają, choć ostatecznie wiem, że nie mają większego znaczenia.

    Dwa lata to długi okres czasu. Pewnie każdy ma swój indywidualny okres czasu, w jakim radzi sobie z zapominaniem o czymś lub o kimś. Akurat ja należę do osób, które długo muszą walczyć ze sobą. Wydaje mi się, że okres "rozstawania się" z daną osobą (w naszych myślach i sercu) zależy od tego, w jaki sposób zakończyła się dana relacja lub w jakim miejscu utknęła. Z mojego doświadczenia wygląda tak, że jeśli coś naturalnie umiera, jeśli nagle dwie osoby przestają się ze sobą kontaktować, a życie toczy się dalej, to prędzej czy później nastaje taki moment, w którym dana osoba powraca do naszych myśli, a wraz z jej obrazem te wszystkie niechciane uczucia, które zakłócają codzienne życie. Czas milczenia zawsze wytwarza wiele niewiadomych, które powodują strach i blokadę przed działaniem, a im dłużej sytuacja jest skomplikowana, tym trudniej ogarnąć ją potem sensowną myślą. I tak jednego dnia ogarnia nas ciekawość i potrzeba odpowiedzi, a drugiego mówimy sobie, że najprościej jest próbować zapomnieć. I tak mijają miesiące, a pytania bez odpowiedzi ciągle powracają i psują nasze starania. Najlepiej byłoby porozmawiać, zdobyć się na szczerość, ale wiem, że rozmowa nie jest prosta, gdy nie wiadomo od czego zacząć, bo w pewnym momencie jedyne co nam pozostało to jeden wielki znak zapytania. Jeśli jednak naprawdę chcemy wyprzeć kogoś z naszych myśli, to jestem wyznawcą optymistycznej teorii, że to jak najbardziej wykonalne. Może nie jest możliwe całkowite zapomnienie o egzystencji danej osoby, ale można ukierunkować swoje myślenia na inne tory. Trudno mi podać konkretnie jak to ma wyglądać, bo chyba każdy musi wykreować swój indywidualny sposób. Na przykład jeśli w moje myśli wskakuje dana osoba, po prostu pozwalam sobie na ten smutek i nie denerwuję się, że on znowu ze mną jest z powodu tej jednej osoby. Pogodzenie się z tym, że dana osoba nie występuje w naszym życiu tak często jak kiedyś jest trudne, ale to ważne, by móc ruszyć na przód, by wierzyć, że bez jej obecności też można żyć. Gdy wspominam daną osobą, często widzę naszą relację w postaci książkowej albo filmowej historii. Z jednej strony pozwala mi to uporządkować uczucia oraz namalować w wyobraźni nowymi słowami i obrazami różne przeszłe sceny, a z drugiej strony mogę spojrzeć z dystansu na wydarzenia, jakbym była widzem, a nie uczestnikiem. Może to trochę dziwne, ale takie przetwarzanie mi pomaga. Ale żeby swobodnie myśleć o danej osobie, trzeba przepracować i przecierpieć swoje. Jeśli masz wystarczająco samozaparcia i naprawdę będziesz chciała zapomnieć, uda Ci się wyeliminować "chorobę". I nawet jeśli on znowu powróci, niezależnie czy w postaci realnej czy w myślach, będziesz wolna. Tego Ci życzę. :)

    p.s. Wiem, że mój długi komentarz nie zawiera niczego odkrywczego, a tym bardziej pomocnego, ale skoro już go napisałam... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale mnie zaskoczyłaś tym komentarzem! I po pseudonimie nawet kojarzę, że tę notkę sprzed dwóch lat też komentowałaś. Szczerze mówiąc, nie sądziłam, że ktokolwiek czyta tego bloga, poza moimi bliskimi znajomymi, którym czasem podrzucam adres, kiedy napiszę coś nowego. Jeśli chodzi o moją obecność na wrześniowym koncercie, to niestety mnie tam nie było, a wszystko przez natłok wrześniowych obowiązków. Nie ukrywam, że jest mi trochę smutno z tego powodu, ale nie pierwszy raz koncertowali w Polsce. Kto wie, może jeszcze będzie dane mi ich zobaczyć. A Ty byłaś na tym koncercie?

      I teraz muszę przyznać i ponownie użyć tego słowa, że jestem zaskoczona długością komentarza, jaki mi tu pozostawiłaś. I to tak pozytywnie zaskoczona, bo chyba jeszcze nikt nigdy nie wypowiedział się tak wyczerpująco na moje właściwie mało znaczące wyżalanie się, bo w końcu nie ja jedyna mam takie problemy. Jeżeli chodzi o moją sytuację z osobą wspomnianą w notce, to mam za sobą okres, w którym faktycznie kompletnie o nim zapomniałam, bo miałam sporo innych rzeczy, czy nawet problemów na głowie. Wszystko toczyło się spokojnie, bez zbędnego użalania się nad sobą i smutków, nawet po odnowieniu kontaktu, a wystarczyła tylko jedna wizyta i nagle wszystko uderzyło we mnie raz jeszcze niczym grom z jasnego niema. Wierzę we wszystko o czym mi tutaj mówisz i myk z wyobrażaniem sobie filmu czy też książki jest dobry. Spróbuję o tym myśleć w taki sposób, może rzeczywiście będzie mi jakoś lżej. Dziękuję bardzo za Twój komentarz, to naprawdę miłe!

      Usuń
    2. A wiesz, ja nie jestem zaskoczona długością swojego komentarza. xD Od zawsze miałam tendencję do pisania wiele (w przeciwieństwie do wydobywania z siebie słów), może dlatego, że zawsze w mojej głowie pojawia się wiele myśli podczas czytania wpisów. Jednak nie zawsze się nimi dzielę, bo w końcu nie wszystkie wydają się przydatne. No i ja tak już mam, że lubię obserwować w ukryciu i po cichu. Wydaje mi się, że w internecie przewija się wiele takich osób, które nie dają znaku, a jednak czytają.

      Byłam na koncercie, co uważam za największy cud swojego życia, bo akurat miałam oszczędności, które umożliwiły mi kupienie biletów. Ja bywam czasem smutna dlatego, że ich zobaczyłam… choć to raczej melancholia powiązana z chęcią ponownego spotkania przy świadomości, że może być to trudne do realizacji, a wręcz niemożliwe. To taki wniosek w odniesieniu do mojego prywatnego życia, bo ogólnie ponowny przyjazd zespołu do Polski nie wydaje się całkowicie nierealny. Podsumowując, bycie i nie bycie na koncercie wytwarza podobne odczucia w ludziach. ;)

      Cieszę się, że mój długi komentarz w jakimś stopniu wydał się pożyteczny. Tak, najgorsze są te momenty, kiedy myślimy, że wszystko mamy pod kontrolą, a tu nagle „bam” i koniec. Wtedy podczas tego „bam” trzeba nauczyć się szybko reagować. Mówią, że praktyka czyni mistrza. (Choć w tym przypadku lepiej byłoby za często nie praktykować.) Myślę, że ogólnie to dobrze, że jesteś szczera przed sobą samą. Samoanaliza, rozeznanie w sytuacji i swoich uczuciach – to daje lepszą kontrolę nad sytuacją , a na pewno to lepsze niż oszukiwanie się, że coś nas nie obchodzi, gdy jest przeciwnie.

      Usuń
    3. Lubię jak ktoś dużo pisze, albo mówi, o ile daje mi wtedy dojść do słowa i jest zainteresowany tym, co do niego mówię. Z wzajemnością, oczywiście. W moim przypadku, ilość słów wylewanych przeze mnie na klawiaturze jest mniej więcej adekwatna to ilości słów wypowiadanych. No tak, nie każdy zawsze chce się dzielić z kimś swoimi myślami, ale mimo wszystko wciąż daną osobę obserwuje. Coś o tym wiem.

      Domyślam się jak musisz się czuć w związku z tym koncertem. Chyba każda osoba, jaką znam, która była na podobnym koncercie uwielbianego przez siebie zespołu zawsze czuje się tak samo. Niby jest to szczęście, że się widziało dany zespół, ale jednocześnie odczuwa się pewnego rodzaju melancholię.

      Grunt to chyba być szczerym z samym sobą w takich przypadkach, prawda? Powiem Ci, że już nawet mi lepiej od czasu jak pisałam tę notkę. Może za sprawą Twojego komentarza, a może rzeczywiście coraz mniej staram się o tym myśleć :)

      Usuń