19.11.14

be positive!

Pora zacząć myśleć pozytywnie. Tak postanowiłam wczoraj wieczorem i postaram się tego trzymać. Choć warunki zarówno w domu, koledżu czy życiu bywają różne, to nie należy się poddawać i robić wszystko tak, aby samemu cieszyć się chociażby z drobnych rzeczy, wbrew wszystkiemu. O ile przez ostatnie tygodnie zdarzało mi się być przygnębioną z zupełnie różnych powodów, tak dziś udało mi się przebrnąć przez cały dzień właściwie z uśmiechem na twarzy. Nic specjalnego się nie wydarzyło, ale rozmawiałam z ludźmi w koledżu. Normalnie, cały dzień, nawet w trakcie zajęć. Takie chwile zawsze podnoszą mnie na duchu. Zauważyłam, że na tamtych ludzi narzekam tylko wtedy, kiedy nie rozmawiamy. Sama nie wiem od czego to zależy, dlaczego czasem zachowujemy się jak najlepsi przyjaciele, a czasem jakby to był pierwszy dzień na studiach. Choć mam wrażenie, że dwa lata temu przez pierwsze kilka miesięcy wszyscy dogadywali się ze sobą naprawdę dobrze. Ale pewne rzeczy się zmieniają, ludzie w jakiś sposób też. Postanowiłam nie zaprzątać sobie głowy rzeczami, o których myśleć nie powinnam. Powinnam myśleć o rzeczach poważnych. Na przykład wypadałoby zacząć pisać pracę licencjacką, bo temat wreszcie udało mi się wybrać i został zaakceptowany. Powinnam też na nowo nabrać motywacji do nauki chińskiego, bo pamiętam jaką mi to frajdę sprawiało przez dwa pierwsze semestry. Wypadałoby zacząć również więcej czytać, słuchać i posługiwać się angielskim w miejscach innych niż koledż, co by jednak zdecydować się na zdawanie TOEFL bądź innego podobnego egzaminu. Zobaczę, który mi najbardziej odpowiada, jeśli chodzi o myślenie bardziej przyszłościowe. Z rzeczy bardziej przyziemnych, powinnam zająć się sama sobą. Ostatnimi czasy kupuję dużo książek, ściągam różne filmy, przeszukuję Internet w postaci różnorakiej muzyki. Muszę się przyznać przed wszystkimi, że zaczynam powoli odchodzić od Azjatyckich klimatów, aczkolwiek od czasu do czasu lubię sobie posłuchać czegoś mniej ambitnego i radośniejszego, bo póki co, zauważyłam, że większość ostatnio słuchanych przeze mnie zespołów gra mniej skoczne i energiczne kawałki. Swoją drogą, słuchanie zagranicznej muzyki sprawia, że bardziej skupiam się na tekście (bo w większości są to, oczywiście, utwory w języku angielskim), a co za tym idzie, piosenki bardziej do mnie trafiają. Niektóre oczywiście są w jakiś sposób związane z sytuacją o której pisałam ostatnio, lecz pojawiają się także takie, których lyrics bardzo stawiają na nogi. Poza poznawaniem różnych zakątków światowej popkultury, próbuję rozwijać swoje życie podróżnika. Co prawda, podróż do krajów Azjatyckich (tak, pomimo odchodzenia od tych klimatów, wciąż jednak chciałabym zobaczyć tamte kraje) wciąż wydaje się być bardzo odległa i stoi pod wielkim znakiem zapytania, ale zawsze sobie mówiłam, że chciałabym zobaczyć cały świat, więc po prostu zaczynam małymi kroczkami. Jeśli już mogę się pochwalić (o ile w ogóle jest czym) to mam za sobą już wizytę w takich miejscach jak Niemcy (norma, aczkolwiek nie była to stolica, a pewne małe miasteczko blisko gór), Anglia (Londyn, Liverpool, a już za ponad dwa tygodnie czeka mnie wizyta w Birmingham), Litwa (oczywiście stolica, czyli Wilno), Holandia (nawet nie wymieniam miast, bo było ich dość sporo, ale stolica też została zaliczona), Szwajcaria (kiedyś, za dzieciaka, chętnie bym tam wróciła i poznała na nowo, lecz nie pamiętam cóż to było za miasto), Francja (bardziej w celach wypoczynkowych, nad rzeką Ren), a już dokładnie za miesiąc planujemy podróż na Łotwę, do Rygi. Już się nie mogę doczekać. Nie odpuszczę też Pragi i Paryża, ale wszystko w swoim czasie. Powiem Wam szczerze, że takie podróże w jakiś sposób rozwijają i jeżeli ktoś uwielbia zwiedzać różne miejsca w dobrym towarzystwie, to jednakowo poprawiają też humor. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że na takie rzeczy trzeba mieć pieniążki. Cóż jeszcze mogłabym dodać do tej notki? Ach, tak! Zaczęłam czytać książkę z serii tych budującyh - Bóg, który nie mruga (aż mi się przypomniał Sekret, czytany przeze mnie w liceum. Też mnie motywował!). Bardzo pozytywna pozycja, również zachęca mnie do wykonywania takich czynności, aby zapomnieć o wszelkich smutkach i troskach. Do tego, zdecydowałam, że co środy będę wykonywać jakąś drobną rzecz, tudzież czynność, która uszczęśliwi mnie w mniejszym lub większym stopniu. Nie wiem jeszcze co to będzie, ale planuję sporządzić sobie listę. Co środę spróbuję też pisać coś tutaj, a także na moim fotoblogu oraz wrzucać jakieś zdjęcie na Instagrama. Takie małe czynności sprawiają, że człowiek nie myśli o niektórych rzeczach (bądź osobach) i jakoś robi się mu lżej na sercu. Na koniec, warto jeszcze wytłumaczyć, dlaczego dołączyłam akurat zdjęcie kosza. Kosz ma symbolizować wyrzucenie wszelkich niepotrzebnych myśli oraz pozbycie się smutku z serca.
Dziękuję za uwagę! 
I tym pozytywnym akcentem, kończę na dziś:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz