4.11.13

blink

Coś tu się ostatnio dzieje niedobrego, a ja powoli przestaję nad tym panować. Wracam tu, by znów ponarzekać sobie na to i na tamto, bo w końcu po coś założyłam tego bloga. Jak się nie chwalę, to się żalę. Och, cóż za rym. Tak to chyba już będzie wyglądało. A pomyśleć, że jeszcze niedawno się cieszyłam z byle czego. Da się? Oczywiście, że się da. Jednakże, aby cieszyć się z byle czego, trzeba jednocześnie tak operować swoim życiem, aby żadna inna rzecz nagle nas nie zawiodła w żadnym stopniu. W takich chwilach zastanawiamy się jednak nad tym, czy to coś zawodzi nas, czy może raczej my zawodzimy. Sama nie wiem już jak to jest. Świat jest skomplikowany i doskonale wiem, że nie jestem jedyną osobą, która zdaje sobie z tego sprawę. Wszyscy to wiemy, bo jakżeby inaczej. Należy działać tak, aby przypadkiem nic nie poszło nie tak, jak pójść powinno. Jeśli wyrobiłeś już w sobie jakiś określony charakter, który okazujesz na co dzień przed innymi, okazuj go więc cały czas. Nie zmieniaj nagle swojego nastawieniu, bez względu na to, czy jesteś zmęczony, czy jest Ci nagle gorzej w życiu, a może nawet lepiej. Jeżeli jesteś miły dla wszystkich, bądź miły dla wszystkich. Co z tego, że ktoś z bliskich sam Ci czasem mówi takie, a nie inne rzeczy. Olej zasadę 'Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie'. Trzymaj się jednego schematu i nie wykraczaj poza jego granice. Bo inaczej wyjdzie na to, że to Ty się zmieniasz przecież. Coś jest nie tak, coś Tobie przeszkadza, nie jesteś już tym samym człowiekiem. W oczach innych zaczniesz tracić na wartości, przestaniesz być szanowany, a może nawet lubiany. Pamiętaj, że nigdy nie możesz zachowywać się naturalnie, bo jeśli będziesz to robić, to prędzej czy później jakieś jednostki Cię znienawidzą. Czy przesadziłam? Sama już nie wiem. Wiem, że wielu rzeczy nie wolno mi robić. Nie mogę uciec, nie mogę na chwilę zamilknąć, nie mogę zażartować. Nie wolno mi nawet zachować chwilowej powagi. Muszę śmiać się ze wszystkiego, co inni powiedzą i muszę zawsze się martwić o innych. Choć ta rzecz ostatnia wcale nie jest przymusem. Martwię się o innych, ale o samą siebie też zaczynam się martwić. Zaczynam się martwić o siebie w chwilach, gdy właśnie spotykam się z tą dziwną nie chęcią. Ludzie mogą mnie lubić, ale wiem, że są granice, których nie należy przekraczać. To trochę niewygodne. Muszę być więc przepełniona szczęściem i radością, mówić dużo i na nic nie narzekać. Bo nieważne jest to, że ktoś tam coś tam kiedyś i nie wiem co. Uśmiechnij się człowieku, bo przecież życie się nie zawali przez 'niewiemco'. W pewnym sensie jestem uzależniona. W znaczeniu takim, że tak naprawdę nie jestem do końca wolna. Jakoś przywiązana emocjonalnie, czy coś. Gdzie mój oddech? Chyba ucieka.
Boję się ludzi. Naprawdę. Sprawiają, że mam ochotę się zatracić w sobie.
Kiedy ktoś się do mnie odzywa tak, że mam wrażenie, że jest na mnie o coś zły, choć ostatnimi czasy niby nie wydarzyło się nic takiego, to nie będę rozmawiać swobodnie. Bo jak to tak to? Coś się nie zgadza, niewygodnie jest.
Okropne uczucie, czy ten ciężar w końcu mi spadnie z serca?
Koniec.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz