1.9.13

Mój chłopak jest bez zębów

Dnia dzisiejszego odbiegnę trochę od normy tegoż bloga i pozwolę sobie napisać coś w formie sprawozdania aniżeli kolejnego analizowania życia oraz psychiki własnej czy też innych osób. Chciałabym się podzielić swoim małym doświadczeniem, które naprawdę mnie uszczęśliwiło. Wiem, że nie jestem jedyną osobą, która znalazła się w takiej sytuacji. Niektórzy mają nawet lepiej, są odważniejsi, więcej spraw im lepiej wychodzi, ale każdy powód jest dobry, by się cieszyć, prawda? Co właściwie mam na myśli? Mianowicie, udało mi się w końcu wybrać na imprezę kpopową. Chyba nie trzeba tłumaczyć, o co chodzi. Klub, dużo ludzi, jedni bardziej zainteresowani koreańską muzyką, inni trochę mniej, do tego trochę osób Azjatyckiego pochodzenia, większość to Koreańczycy, ale znaleźli się też Japończycy, może Chińczycy. Tak czy siak, ja miałam okazję poznać tylko Koreańczyków i Japończyków, ale tak naprawdę cała historia zaczęła się o wiele wcześniej. Nie będę już tłumaczyć jak, czemu, z kim. Chociaż z kim może i jest trochę istotne. Z kolegą, który już parę razy na czymś takim był i zaproponował mi wspólny wyjazd. No to co mi szkodzi? Kpop party, moje klimaty, zawsze chciałam wziąć udział w takiej imprezie i o to mam okazję wyjazdu. Początkowo mieliśmy się zatrzymać u Koreanki i jej polskiego chłopaka, ale ostatecznie wyszło na to, że te niecałe trzy dni i dwie noce spędziliśmy w mieszkaniu dwóch Koreańczyków. Dla mnie okazja niesłychana, bo tu całymi dniami tylko słucham tego kpopu, czasem zerknę na jakąś dramę, może się z jakimś popisze na Interpalsie czy innym Omeglu, a tutaj proszę bardzo, dwóch żywych Koreańczyków - lat 19 i 29 - stanęło przede mną, gdy tylko weszliśmy do ich mieszkania. Co ciekawe, blok mieszkalne oraz cała reszta wyglądały jak żywcem wyjęte z koreańskiej dramy. Jakby się uprzeć, to można powiedzieć, że czułam się tam trochę jak w dramie. Poza moimi odczuciami, dotyczącymi ich wyglądu oraz mojej przeogromnej wstydliwości, chciałam raczej opisać odczucia względem ich zachowania oraz ogólnej egzystencji. Ten 19letni sam sprawiał wrażenie trochę wstydliwego, ale ogólnie się uśmiechał, był całkiem rozmowny, niby nic niezwykłego. Normalny człowiek, wiadomo, że można się czuć nieswojo, będąc w obcym kraju, choć jest tu już prawie rok. Ten drugi, starszy, oczywiście na swój wiek nie wyglądał, dałabym mu może z 22, góra 25. Strasznie tajemniczy, małomówny raczej, nie uśmiechał się prawie w ogóle. Po angielsku mówić nie potrafił, toteż nasze dialogi były ograniczone to bardzo krótkich, prostych zdań bądź słów, często się powtarzających. Oczywiście, po polsku. Na podstawie swoich własnych obserwacji śmiem stwierdzić, że Koreańczycy są dość obojętni na wszystko w okół. Nie sprawiają wrażenia jakichś szczególnie zestresowanych wszystkim w okół. Żyją sobie tak jak im się podoba, nie przystosowują się do niczego. A przynajmniej tamci dwaj. Pozwolę sobie przytoczyć sytuację, kiedy to ten młodszy chciał nam zrobić obiad. Miała być jakaś wołowina, ale jako, że ja wybredna w kwestiach mięsnych, to biedactwo musiało zrobić tak, aby wszystkim dogodzić. Proponowaliśmy mu, że zawsze może zrobić wersję mięsną swojego dania i bezmięsną, ale nie. On był bardzo confused. Chodził po tym sklepie w tę i we w tę, brał jakieś produkty, szedł dalej, po czym wcześniejsze produkty odstawiał z powrotem, zastępując je innymi. Pytaliśmy go, czy możemy mu jakoś pomóc. Nie, jego zdaniem wszystko było w jak najlepszym porządku. Wreszcie, po tej niemalże półgodzinnej sklepowej przechadzce, bądź uganianiu się za czymś w poszukiwaniu niczego, kupił naprawdę randomowe produkty. Jego sposób przygotowywania tego obiadu wcale lepszy nie był. Lodówka otwarta na oścież, wszystkie szafki też, pełno wszystkiego na tym blacie. Patelnia, na której smażył, wcześniej plątała się po podłodze pod jego nogami. Po skończonym przygotowywaniu wszystko zostało, tak jak było. Syf, brud i inne takie, a miał przyjąć gościa. Gościem również była Koreanka, która niczym się nie przejęła. Może u nich to normalne, może nawet u nas niektórzy ludzie też tak robią, ale dla mnie, jako osoby, która została nauczona, by raczej po sobie sprzątać było to dość szokujące.
Ciekawe też było słuchanie ich poruszania się po mieszkaniu. Jako, że już wcześniej wspominałam o swojej niesmiałości, gdy obudziłam się, a mój kolega dalej jeszcze spał, nie miałam odwagi wyjść do tej dwójki. No to tak sobie leżałam i nasłuchiwałam. Po koreańsku dobrze nie mówię, więc nie rozumiałam o czym oni rozmawiają, ale w tej kwestii ważniejsze jest to jak rozmawiali. Słyszałam głosy dobiegające z łazienki, słyszałam głosy dobiegające z pokoju. Najpierw się zastanawiałam, czy może oni poszli się razem kąpać, ale tak jednak nie było. Co chwilę tylko ktoś wychodził do tej łazienki, zaraz do niej wracał. Słyszałam, że jeden brał kąpiel, a zaraz po tej kąpieli prysznic. Chyba, że mył wannę, tego nie wiem. Może dziwnie to brzmi, kiedy tak opowiadam z dokładnością o tej łazience, ale naprawdę śmiesznie to brzmiało. Młodszy kąpał się potem naprawdę długo. Wiem, że ludzie tak lubią, ale wydaje mi się, że przy gościach wypada być...szybszym. Co mnie jeszcze rozbawiło, to gdy weszłam do łazienki, pod scianą stał jakiś stół, zupełnie tam niepotrzebny, przynajmniej moim zdaniem. Może i Koreańczycy mają w tym jakieś zastosowanie, nie wiem. Na półce z kosmetykami stał karton soku, a zaraz obok szklanka z herbatą. Weszłam tam i aż na chwilę przystanęłam, zastanawiając się czy aby na pewno dobrze widzę. Ogólnie, łazienka była kolosalna, chyba największe pomieszczenie w całym mieszkaniu. Ale to już akurat nie od nich zależało. Nie było dla nas śniadania, kolega trochę na to narzekał, ja na szczęście nie byłam głodna, więc nie narzekałam, ale rozbawił mnie moment, gdy starszy podał nam po Activii. Tak, to było nasze sycące śniadanie. Łyżeczek nam nie przyniósł, sami musieliśmy to zrobić, ale co się potem okazało, młodszy jadł jogurt w taki sposób, że po prostu wylizywał go z kubeczka, bez użycia łyżeczki. Cóż, każdy ma swoje przyzwyczajenia. Starszy, jak tylko miał coś pod ręką, to lubił nas czymś częstować. Snickersa próbował się pozbyć od piątku, codziennie nam go proponował, więc w końcu dziś się nad nim zlitowałam i wzięłam tego Snickersa. Akurat już ich opuszczaliśmy, więc odebrałam to jako chęć wręczenia nam czegoś na podróż. Ale nie jedliśmy śniadania, więc to też mogło być w ramach tego. To było miłe ze strony starszego, że wstał prawie razem z nami, by nas pożegnać. Ten drugi niestety tak nie zrobił, ale nie będziemy naciskać. I co, da się wyczuć tę ich obojętność? Ja to tak odczułam, co nie świadczy o tym, że się do nich zraziłam. Naprawdę, przyjemnie było spędzić czas z tymi Koreańczykami, pośmiać się z ich niektórych zachowań, zwłaszcza starszego, który ładnie śpiewa po polsku i napić się wódki. Przy okazji poznałam ładny zespół, Domowe Melodie i właśnie to on śpiewał. Gdy na początku pyta nas 'Domowe Melodie', nie wiedzieliśmy o co chodzi, jak nam to puscił i zerknęliśmy mu na telefon, to już wszystko wiedzieliśmy. Pozwolę sobie też przytoczyć jeden z dialogów, który z nim odbyłam:
- Domowe Melodie podoba Ci się?
- Tak. Podoba mi się.
- Jesteś dobry człowiek.

- A jaka piosenka lubisz?
- Mmm...nie wiem.
- Masakra...

Sposób, w jaki starszy wypowiada poszczególne polskie słowa jest naprawdę przyjemny, żeby nie powiedzieć, że uroczy. Ale gdy już niby zasypialiśmy, a on nagle zaczął sobie pod nosem pośpiewywać 'Mój chłopak aaa mój chłopak jest bez zębów...' to było naprawdę urocze. Nawet mu to powiedziałam, ale nie wiem, czy zrozumiał. Jeszcze dzisiejsza rozmowa na temat deszczu

- Kapusta...
- ...a! Kapuśniaczek?
- Tak.

Grunt, że się uczy języka i całkiem nieźle mu to wychodzi. Ciekawe, czy jak znów uda mi się spotkać, to będzie mówił lepiej? Choć może ja też powinnam się przyłożyć do nauki Koreańskiego? Tak bym chciała.
Dodałabym coś więcej, podsumowując to wszystko jakimiś ładnymi słowami, ale jestem zmęczona po tej niemalże calonocnej imprezie i bolą mnie strasznie palce. Głupie wytłumaczenie, ale ludzie miewają głupsze. Następnym razem nawiążę jeszcze do tematu, a tymczasem...

DOMOWE MELODIE