8.8.13

mamama

Jak bardzo zmienny jest mój nastrój ostatnimi czasy, lecz chyba jest to jakaś norma i z pewnością żadna nowość. Wydaje mi się, że choćby nie wiem, co się działo, i ile czasu mijało, to zawsze będę raz narzekać, a raz się cieszyć. Na podstawie swoich własnych doświadczeń, stwierdzam wszem i wobec, że szczęście wiecznie trwać przecież nie może. Chyba życie byłoby zbyt nudne, gdyby człowiek tylko cieszył się bez przerwy, wszystko byłoby dla niego idealne i nic złego by mu się nie działo. No bo przecież, ile można tak żyć? Bez żadnych głupkowatych zmartwień, przejmowania się innymi ludźmi i denerwowania na wszystko w okół? Raz będę mówić tak, a raz inaczej. I o ile przez poprzednie kilka miesięcy, w większości nie czułam się szczęśliwa, bo ktoś tam mi tego szczęścia w pełni nie zapewniał, tak w chwili obecnej pragnę stwierdzić, że chyba przestałam się zadręczać tym właśnie kimś i staram się myśleć o tym, co jest tu i teraz. Sama ostatnio komuś powiedziałam, nie patrz na to, co było, nie patrz na to, co mogłoby być, patrz na to co jest tu i teraz. Tu i teraz siedzę w swoim pokoju, przed ekranem laptopa, na mnie wieje mały klimatyzator, jest już ciemno, bo mam zasłonięte rolety, ale nie chcę zapalać światła, bo jeszcze mi nalecą komary. Wypiłam dziś dobre piwo, zjadłam loda w białej czekoladzie. Teraz w głośnikach gra wesoła muzyka, zaraz sobie obejrzę słodką dramę. Jutro w końcu pójdę kupić pocztówki dla Holenderki, Amerykanki i Litwinki. Zacznę wypełniać mój magiczny zeszycik przepisami na wypróbowane przeze mnie wypieki i inne takie rzeczy. Cóż więcej do szczęścia mi potrzeba? Wiem, że czasami nie łatwo jest nie myśleć o niektórych sprawach, o niektórych osobach. Bywały chwile, kiedy łzy same napływały mi do oczu, bo po prostu myślałam, nic poza tym. Bo ktoś przyszedł, wniósł trochę do mojego życia, a potem nagle, jak gdyby nigdy nic...zniknął. Bo inaczej ująć tego zachowania nie potrafię. I pewnie, gdy on w tym samym czasie pije sobie piwo albo gra na komputerze, nie myśląc nawet o mnie, ja robię wręcz odwrotnie. A właściwie to już nie robię. Walczę sama z sobą, pracuję nad swoją wrażliwością. Nie mogę przecież pozwalać innym sobą pomiatać. Oczywiście, jeżeli sprawa rzeczywiście już do końca będzie wyglądać, tak jak wygląda, nic nie zostanie wyjaśniona, to będę mogła spokojnie stwierdzić, że poczułam się jak lalka. Ktoś mnie sobie wypatrzył, postanowił się mną pobawić, a potem się mną znudził i odłożył gdzieś na bok. Koniec. Moja duma chyba została zraniona w jakiś sposób. Mam nauczkę na przyszłość, by nigdy więcej nie ufać takim ludziom tak od razu. Ale człowiek uczy się na błędach. Mimo wszystko, było fajnie. Mam miłe wspomnienia, grunt, że krzywda mi się nie działa. Pomijając ostatnie spotkanie, które tak psychicznie trochę mnie zabolało. Już wtedy dało się odczuć tę dziwaczną obojętność. Ten zupełnie bezpodstawny (a może i podstawny?) brak zainteresowania. Cóż ja jednak mogę na to poradzić? Pora znów korzystać z życia w sposób, w jaki to robiłam, zanim zaczęła się ta historia. Bo przecież w jakimś stopniu jednak byłam szczęśliwa. Bo tak się czasem zastanawiamy, co właściwie trzeba zrobić, by poczuć się szczęśliwym? Myślę, że to zależy od człowieka. Każdy na swój własny sposób odczuwa szczęście. Ja mogę czuć się szczęśliwa, kiedy jem swojego ulubionego loda, a potem siedząc przy wentylatorze, popijam czerwonego Desperadosa, a ktoś inny czuje się szczęśliwy, siedząc sobie na ławce z ukochaną osobą. W sumie, jeszcze jakieś dwa tygodnie temu, tak łatwo bym o tym wszystkim nie mówiła. Chyba bardziej boli mnie po prostu fakt, że zostałam porzucona niczym jakaś zepsuta zabawka niż sam brak kontaktu. Chociaż...wychodzi na to samo. Nie lubię, kiedy ludzie mnie porzucają. To nie było naturalne urwanie się kontaktu. Ale po co dalej o tym myśleć? W takich chwilach, mówię sobie, że przecież mam w okół siebie innych, wartościowych ludzi, którzy nigdy mnie nie opuszczą. Tak myślę. Żeby było śmieszniej, pewien kontakt, o którym sądziłam, że pewnie też już jest mną znudzony, nagle się odezwał. Ludzie są zabawni, naprawdę. I tak bardzo niezrozumiali pod każdymi względami. Są chwile, kiedy lepiej myśleć o sobie. O swoich potrzebach. Kiedy spełniamy nasze własne, niewinne potrzeby, jest nam lepiej. A przynajmniej ja się czuję dobrze. Zapewne zaczynam się już powtarzać. Tak czy siak, nie patrzmy wstecz. Jest super, naprawdę. Byleby, jeszcze aktywniej wykorzystać czas w te wakacje i ten upał trochę spał, to byłoby idealnie. A przynajmniej na tę chwilę. Nikt nie wie, ile rzeczy może się jeszcze wydarzyć. Podobno czasami lepiej myśleć w sposób pesymistyczny, albo nie myśleć nic, żeby się na końcu pozytywnie zaskoczyć. Nie myślmy więc o niczym. Co ma być, to będzie. A teraz, nie pozostaje mi nic innego, jak wziąć orzeźwiający prysznic i zabrać się za kontynuację Nail Shop Paris. Żegnam z uśmiechem do następnego :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz