27.5.13

Happiness.

Odczułam nagłą potrzebę podzielenia się tutaj swoimi ostatnimi przeżyciami. Chociaż bardziej niż przeżycia, opisałabym bardziej przemyślenia owych przeżyć dotyczące. Chyba znów się trochę pogmatwam w połowie, z racji tego, że jestem dość niewyspana, ale powiem Wam, że wcale na ten fakt nie narzekam. Lubię nie wysypiać się, kiedy rzeczywiście bawię się z kimś dobrze i sen zaczyna być jakoś niepotrzebny. A potem wszyscy muszą się rozejść, bo kończy się okres wolnego, bo trzeba iść do pracy, do szkoły, na zajęcia. Trzeba posprzątać, ale jest to bardzo przyjemne sprzątanie. Początkowo, kiedy po tych dwóch godzinach snu budzisz się rano i patrzysz na aktualny stan swojego mieszkania, ręce Ci się załamują, bo myślisz sobie, że wieki zajmie Ci ogarnianie tego wszystkiego. Ale gdy już zabierasz się za to co trzeba, to przechadzając się pomiędzy wszystkimi pokojami, poczynając od wynoszenia wszelkich resztek po jedzeniu i piciu, poprzez bieganie z odkurzaciem, myciem podłóg, kończąc na dokładnym kontemplowaniu zawartości lodówki, której nie ma (w sensie zawartości), to przy każdej z tych czynności wspominasz wszystko co działo się przez ostatnie kilka dni. I to z szerokim uśmiechem na ustach. Niektóre rzeczy nawet zostawiasz sobie na pamiątkę, jak kartka z zapisaną punktacją po niezwykłej grze karcianej czy kubeczek po budyniu waniliowym, którym strasznie zachwycał się jeden z Twoich gości. Bo byli tu też ludzie, o których wiesz, że nieprędko możesz ich znów zobaczyć, gdyż niestety nie zamieszkują oni Twoich terenów. Z tej też przyczyny rezygnujesz z porannych zajęć po to, aby móc ich odprowadzić na pociąg i pożegnać się. Wszyscy jesteście szczęśliwi, że mieliście okazję się zobaczyć, ale odchodząc już samotnie z dworca zaczynasz cicho płakać, bo to jasne, że będziesz tęsknić. I ci ludzie sprawili, że naprawdę spędziłeś cudowne chwile swojego życia. Może wyrażam się tak, jakby nie wiadomo co się u mnie wydarzyło, ale pierwszy raz od dawna miałam kilka takich dni pod rząd, gdzie ludzie, w których towarzystwie lubię przebywać, niemalże nie odstępywali mnie na krok. Poprawiali mi humor, wszyscy razem się śmialiśmy, rozmawialiśmy, słuchaliśmy muzyki. Było komu usmażyć pancakes i upiec jabłecznik. I wiele innych rzeczy. Sama nie wiem, jak lepiej mogłabym opisać to wszystko, ale chyba czuję się jakoś dziwnie błogo, zważając na fakt tych ostatnich dni. Chyba jestem bardzo człowiekiem społecznym, gdy tak sobie teraz o tym wszystkim myślę, ale mimo wszystko, jestem bardzo niewyspana, jak już wcześniej wspominałam. Oczywiście, nie narzekam na to. Cóż jeszcze więcej mogłabym dodać? Najbardziej niezapomniany był jednak weekend - dzień wczorajszy i przedwczorajszy. Bo były przy Tobie osoby, właśnie te, które tak rzadko masz okazję widywać. I ta jedna, bardzo ważna dla Ciebie. Możesz na nią krzyczeć, bo robi Ci syf w domu, nie odkłada rzeczy na miejsce, chce Ci pomóc, a wychodzi jak zwykle, robi Ci wstyd przed sąsiadami, czy ekspedientkami w sklepach, czuje się bardzo dobrze, nawet nie będąc w swoim mieście i nie znając dobrze Twoich znajomych, ale tak naprawdę cieszysz się, że ktoś taki wnosi trochę tego zabawnego chaosu do Twojego życia. A w końcu mocno Cię do siebie przytula i nie możesz oprzeć się patrzeniu w oczy i ciepły uśmiech tej osoby. Może i za bardzo to przeżywam, ale jednak jestem bardzo sentymentalna i bardzo lubię, gdy ludzie sprawiają mi radość, w taki nieświadomy sposób. Chciałabym to znów powtórzyć. Z tym samym towarzystwem, bez rozwlekania różnych ludzi w różne dni, tylko połączenia ich wszystkich razem. Znów zrobić im w mój nieporadny sposób pancakes i upiec dobre ciasto. A potem odprowadzić poszczególne osoby do domu i wracać z powrotem godzinę, gdzie normalnie powrót stamtąd zajmuje jakieś pół. Bardzo przyjemny spacer o godzinie 12 w nocy. Chyba nic nie będzie mi w stanie zepsuć humoru przez najbliższy czas. Będę myśleć o tych miłych chwilach, bawiąc się wcześniej wspomnianą kartką i patrząc na kubek z napisem 'bourbon vanilla'. 
Ach...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz