17.5.12

jgfciyhj

Ratunku. Niech ten okres maturalny się już skończy, bo zdając sobie sprawę z faktu, iż każdy pisze jeszcze coś dodatkowego, bądź bezczynnie czeka aż ta dodatkowa nareszcie nadejdzie (jeszcze tylko 5 dni i przysięgam, idę się zachlać w trupa), nie mam z kim wyjść. Znów zacznę narzekać na swój marny los. Aczkolwiek wczoraj stwierdziłam, że muszę przestać wreszcie biadolić i zacząć cieszyć się najmniejszymi rzeczami. Właściwie, od kilku dni nawet mi to wychodzi. Doszłam do wniosku też, że trzy ostatnie tygodnie sierpnia (tego minionego) były najlepszymi trzema tygodniami w ciągu całego mojego życia. Powaga. Pomimo, że czasem tęskniłam. Czasem ktoś mnie irytował (Very good! Ignore me.). Czasem było mi po prostu smutno, ale z drugiej strony to było nowe doświadczenie i cieszę się, że przez to przeszłam. Bardzo często wracam myślami do tamtych dni i naprawdę, chciałabym tam wrócić. Chociażby po to, żeby z kimś porozmawiać. Ale pewnie i tak bym się nie odważyła. Nieważne. Za ich jedzeniem też tęsknie. Rzekomo się odchudzam, ale jakbym tam wróciła, to moją dietę szlag by trafił. Odnośnie diety...znów popadam ze skrajności w skrajność. Nie mówiąc już o tym, że czuję obawę przed dwoma rzeczami. Albo w końcu się rozchoruję, albo będę żyła w przekonaniu, że przytyję. Gdyby Bóg był kobietą, nie tyłoby się od jedzenia. Boże, jeśli naprawdę istniejesz...dobra, nie wiem. Tak właściwie to nie wiem, co ja chcę tu dziś napisać. Wczoraj byłam na cudownym, samotnym spacerze, w czasie którego miałam przemyślać swoje życie, a ostatecznie skończyło się na wyżej wymienionym wspominaniu. Przez chwilę myślałam, że popłaczę się ze wzruszenia. Cieszę się, że jestem wrażliwa i potrafię okazywać swoje uczucia. Tak a propos osobistych przemyśleń dotyczących ludzi. Ale dzisiaj nie umiem poskładać słów. Bolą mnie nogi od chodzenia, ręka od rysowania i serce. Ale tak naprawdę, nie przenośnie. Nie wiem, co się dzieje, ale to na pewno minie. Nieważne. Chcę już upiec ciasto, pomimo, że moje babeczki się zmarnują. A tak w ogóle to mi się nudzi, cały czas oglądam filmy i generalnie moje życie towarzyskie, na chwilę legło w gruzach. Ale na ten temat narzekałam już na początku. Matko, chcę tą ostatnią maturę i chcę już sobie stąd pojechać. To miasto jest tak nudne, że samej siebie jest mi żal, iż tutaj mieszkam. Bla, bla, bla. Dziś było tak totalne marudzenie, że nawet nie zwracałam uwagi na dobór słów i obyło się bez przemyśleń filozoficznych. Idę oglądać dramę, o której i tak nikomu nie opowiem, bo nikogo to nie obchodzi. A film ściągał się pięć dni, więc nawet nie mogłam zwlekać z obejrzeniem go. Nawet nie mam nuty dnia. Ale i tak nikt tego nie słucha. Chcę już zgłodnieć i zjeść tofu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz