15.3.12

Dios mio!

Nie wiem dlaczego ludzie są tacy różni i dziwni. To mnie tak śmieszy. Jak można być tak zgorzkniałym? Im bardziej ktoś jest przygnębiony czy może bardziej na swój sposób wściekły, irytuje mnie to. Ale tylko na początku, bo właściwie jak nie mam z tym kimś styczności to sobie o tym wszystkim na spokojnie myślę i się z tego śmieję. Ale ta sytuacja pewnie działa też w drugą stronę. Chociaż nie...ostatnio zdałam sobie sprawę, że właściwie przebywam w grupie, gdzie każdy ma gdzieś pozostałych. Liczę się ja. Moje szczęście, moje problemy, moje wszystko. Jest Ci źle? Dobra, rozumiem. Ale po co się w to zagłębiać? Każdy miewa gorsze chwile, nie ma sensu tego rozbierać na części pierwsze. Dziś ja będę miała zły humor, jutro Ty. Ja mam trochę inaczej. W sumie to nie lubię jak inni są jacyś tacy, że jak widzę te niektóre spojrzenia, to mam ochotę przywalić. No dobra, każdy ma prawo mieć gorszy dzień. No ale bez przesady. A ja to źle odbieram. Bo na mnie jakoś tak wpływa ta aura drugiej osoby. Niby Ci mówi, że wszystko okej, ale mimo wszystko zachowuje się tak trochę inaczej. Rozpoczynasz rozmowę na jakiś temat i automatycznie ma taką minę jakby chciał wziąć siekierę i wbić Ci ją w głowę. No o co chodzi? A może to ja za bardzo wszystko przeżywam? Nie ogarniam, tak? No skoro nigdy nie ogarniam, to niech już tak będzie. Takie ogólne założenie. Każdy sobie założył, że ona jest taka, taka i taka, a ona taka, taka i taka i tak ma być. Nie ma prawa zachowywać się inaczej. Bo skoro jest flegmatyczna to jest flegmatyczna. Co z tego, że stara się wzbudzać trochę inne emocje. Nie, ja nie myślę, jestem w ogóle jakimś innym bytem, nie wiem co ja tu robię i skąd się wzięłam. I właśnie to jest mój błąd. Za bardzo staram się roztrząsać ludzką psychikę. Widzę jak ktoś zachowuje w stosunku do innych a jak do mnie. I może ja niektóre rzeczy odbieram w ciemniejszych barwach, może za bardzo się przejmuję tym jak postrzegają mnie inni, a może to ja popełniam jakieś błędy i sobie nie zdaję z tego sprawy. Tak jakbym była jakaś gorsza. Tak się faktycznie czasem czuję. Wiem, że nie każdy jest idealny, ale ja jestem jakimś takim dziwnym czymś. Myślę o innych, o sobie trochę mniej. Może dlatego zdaję się być taka mniej szczęśliwa w pewnym sensie? Ty masz zły humor, to sobie go miej. Ja się boję pokazywać, że mam zły humor bo zaraz mam wrażenie, że jakoś tym wpływam na innych. Ale raczej nie. Dobra, źle się czuję i koniec tematu. Nie, to ja zawsze muszę tak wewnętrznie przeżywać kiedy komuś coś nie pasuje. I niby mam też dystans do siebie, ale w tej kwestii też odnoszę wrażenie, że inni to bezczelnie wykorzystują. I w większości przypadków ja jestem jedna, a reszta przeciwko mnie. Złe postrzeganie świata? Nie tak to naprawdę wygląda? Za dużo pesymizmu w tym wszystkim? Odbierzcie mi prawo funkcjonowania na tym świecie i przenieście do jakiegoś innego wymiaru. Mam dość, ale tak właściwie to nie wiem czego.
W sumie lubię myśleć o sobie, ale nie wykorzystuję tego w praktyce tak szczerze powiedziawszy.
Przynajmniej poznałam sposób na poprawę własnego humoru. Po co uszczęśliwiać innych, skoro Twoje sposoby i tak na niego nie działają? Bądź zgorzkniały, rób jak uważasz. Najlepiej uszczęśliwiać samego siebie.

- Miałam ci kupić prezent, ale nie zdążyłam, bo się do Ciebie spieszyłam.
- A z jakiej okazji?
- Bez okazji. Ale dam ci go następnym razem.



I try to laugh about it, cover it all up with lies

1.3.12

huh.

To zabawne jak brak wsparcia ze strony drugiej osoby potrafi czasem zmotywować. Chociaż może trochę błędnie to ujęłam. Inaczej:

- Dzisiaj zrobię to, to i to.
- Jasne. *nutka ironii w głosie*
- *powtarza wcześniejsze zdanie jeszcze kilka razy w ciągu dnia*
- Zobaczymy. Jutro zdasz mi relacje z tego, co dzisiaj zrobiłaś *nutka sarkazmu w głosie*

Na drugi dzień.
- Zrobiłam wczoraj to, to i to. A Ty mi nie wierzyłaś, że to wszystko zrobię!
- Ja to robiłam specjalnie. Żeby Cię zmotywować.
- *uczucie zaskoczenia*...W takim razie rób tak częściej.


Ciekawa taktyka. Muszę częściej mówić o swoich działaniach na dany dzień danej osobie. Musi to być jednak konkretna osoba, bo nie każdy potrafi motywować w taki sposób. Dzięki temu pokazałam, że jak coś mówię, to jednak potrafię to spełnić. Bo jednak nie zawsze rzucam słowa na wiatr. Tak jak niektórzy. Chociaż mi też się zdarza. Jednak, nie przesadzajmy. Jeśli oświadczam komuś, że chcę coś zrobić, nie mówiąc już o tym, że do wykonania danego działania potrzebuję też osób, które o tym informuję, to ode mnie zależy inicjatywa realizacji owej kwestii. Robienie niepotrzebnej afery i siedzenie z boku oraz nieświadomość tego, że reszta w ciszy oczekuje, co się zdarzy, nie ma najmniejszego sensu. Główny temat rozmów niemalże rana, uczucie swego rodzaju ekscytacji, a w końcu nie dzieje się nic.
Historia się powtarza, czyż nie?

Kolejnym zabawnym faktem jest to, że bywają takie chwile w życiu, gdy jeden mały konflikt potrafi ustabilizować sytuację pomiędzy resztą środowiska. Ktoś odchodzi, ale więzy pomiędzy resztą towarzystwa bardziej się zacieśniają. Nie mówiąc już o tym, że momentalnie wszyscy czują ulgę na sercu. I jeżeli ktoś z tej grupy ma problem, to faktycznie ma problem. I nie dzieje się to kilka razy na dzień. I już nie muszę wysłuchiwać pytania
Wiesz, co jej znowu jest?
Nie mam pojęcia, co jej znowu jest i mnie to nie obchodzi.
My mamy swoje osobowości, jesteśmy silne, nie musimy nawet stwarzać pozorów, bo chyba widać po nas jakie jesteśmy.
Lubię ten stan. Teraz wszystkie są zgodne przynajmniej w jednej kwestii, a ja już nie muszę przed nimi ukrywać swojego specyficznego zmęczenia pewnym zachowaniem.

Z punktu widzenia skrzywdzonej osoby, sytuacja jest ciężka, ale prawda jest taka, że tutaj wszyscy są skrzywdzeni.
I problem nie tkwi w nas. Problem tkwi w jednostce.

Jeśli chcesz kartkę, to z chęcią Ci ją pożyczę. Długopis też się jakiś znajdzie.
I życzę powodzenia na rozmowie kwalifikacyjnej.
Kiedyś... ?

Przeciąłem linie losu na mojej dłoni, moje paznokcie barwione głęboką czerwienią ładnie teraz wyglądają.