26.12.11

huhuhuhu.

Proszę, uwolnijcie mnie ze świata marzeń. Im częściej marzę o bardziej nierealnych rzeczach, tym smutniejsza się staję. Nie należy pozostawiać mnie samej, bez niczego, z moimi własnymi myślami. Za dużo ich kłębi się w mojej głowie. Za dużo w życiu się zdarzyło. Choć wydaje się niewiele, ale wszystkie te zdarzenia działy się jedno po drugim. A teraz sytuacje z każdego filmu jaki oglądam bardzo biorę sobie do serca. Dlatego za każdym razem chce mi się płakać. Stałam się szalona do tego stopnia, że nie potrafię pogodzić się z rzeczywistością. Dobija mnie scena, kiedy kogoś zaczyna łączyć głębokie uczucie, chociaż jeszcze pięć minut temu pałali do siebie nienawiścią. Ja też nienawidzę, choć bezpodstawnie, ale wiem, że w tym życiu...realnym życiu takie sytuacje nie mają miejsca. Bo film to film. W nim wszystko jest nierealne. Kiedyś tak o tym nie myślałam. Teraz naprawdę sporo się zmieniło. I to mnie właśnie tak we mnie przeraża. Jakim człowiekiem się stałam? Każdy z nas chce się zmienić, ale zazwyczaj pragniemy, by stać się lepszymi ludźmi. Aktualnie nie czuję się tak, jakbym miała stać się kimś lepszym. Stałam się osobą, która za bardzo wszystkim się przejmuje, nie potrafi dążyć do obranych przez siebie celów, robi głupie problemy z niczego, wyolbrzymia sporo spraw. Podobno wiele rzeczy biorę też na poważnie. Wydaje mi się, że nikt mnie nie zna. Najśmieszniejsze jest to, że ja również nie znam sama z siebie. Nie wiem o co mi chodzi, czasem nie wiem kiedy coś zrobić. Kiedy robię dobrze, a kiedy źle. Jestem zależna od innych, co też jest moją wadą. Mam sporo wad. Ale czy mam jakąś zaletę? Kiedyś byłam szczęśliwszym człowiekiem. A teraz naprawdę ciężko to stwierdzić. Dorosłam? Czy tak właśnie wygląda dorosłość? Już nie potrafimy cieszyć się głupotami, tylko myślimy o tym, żeby przypadkiem nie popełnić jakiegoś prostego błędu? Bo jestem pełnoletnia, to nie mogę się zachowywać jak dziecko bo to nie wypada. Bo czasami przesadzam. Popełniam wiele błędów. Zresztą każdy z nas je popełnia. Każdy z nas też jest hipokrytą. I ja także nim jestem. Mówimy tyle różnych rzeczy, a robimy zupełnie na odwrót. Nie wiem co zrobić ze swoim życiem. Co z nim już zrobiłam... Czy w ogóle coś zrobiłam? Czy po prostu tak sobie egzystuję, a wszystko się po prostu dzieje. Żyję z dnia na dzień, tylko po to, żeby po zakończeniu szkoły zacząć życie od nowa. Czy to wyjdzie? Za każdym razem planujemy zmiany. Zmiany na lepsze. Czy jeśli naprawdę będę próbowała odwrócić wszystko do góry nogami, to będzie wyglądało to lepiej niż dotychczas? Aktualnie cały czas odczuwam brak czegoś. Chociaż może mniej niż kiedyś. Patrząc wstecz, widzę, że naprawdę popełniłam wiele błędów. Już chyba nawet jakiś czas temu tutaj o tym wspominałam. Czasami żałuje, że nie istnieje jakaś maszyna czasu, by móc się cofnąć i wszystko naprawić. Tak jak w jednej z tych dram, gdzie główny bohater, patrząc na zdjęcia cofał się do tych momentów, kiedy były one robione i zmieniał wszystko tak, by teraźniejszość wyglądała inaczej niż wygląda. Czy patrząc na to zdjęcie, zrobione podczas wakacji, na które tak bardzo lubię patrzeć i, które muszę sobie wreszcie oprawić w ramkę i powiesić na ścianie, cofnęłabym się wtedy w czasie i byłabym w stanie zmienić tą sytuację? Czasami zaprzepaszczam takie wielkie szanse. Wiem, że przepuściłam coś jeszcze, na czym innym osobom, które tej szansy nie dostały, zależało bardziej niż mnie. Czuję się z tym źle i wiem, że choć nic mi nie mówią, mają mi to za złe. Nie wiem czy w tej kwestii przeprosiny będą miały jakikolwiek sens, ale przepraszam za to, że jestem taka głupia. Tak naprawdę o niczym nie potrafię zadecydować samodzielnie. Najchętniej powiedziałabym teraz, że nowy rok zacznę od zmian, ale wiem, że tak nie będzie. Zawsze się tak mówi i nigdy nic z tego nie wychodzi. Przez pewien czas uważałam siebie za optymistkę, ale chyba jednak tak nie jest. Sama już nie wiem co jest. Co się dzieje ze mną. Mówię jedno, robię drugie. Jak już mówiłam, jestem hipokrytką. Lubię szczerość, ale nie mogę być szczera. Chyba nikt z nas nie jest szczery. Nigdy nie mówimy sobie nawzajem co tak naprawdę o sobie sądzimy. Bo gdyby tak było, to byśmy się nie znosili. Nie byłoby przyjaźni, miłości. Świat jest zakłamany. Och, jakie to życie jest dziwne. Zdałam sobie z tego sprawę już dawno, ale wciąż nie mogę przestać o tym myśleć. Jakie to wszystko jest pogmatwane. Gdybym tak miała spisać każde, nawet najmniejsze wydarzenie ze swojego życia, to wyszłaby z tego niezła psychodela. Zresztą, zapewne nie tylko ja. Co za dziwactwa. Nie mogę siedzieć sama w swoim pokoju bo za dużo myślę, jak już wcześniej mówiłam. O złych rzeczach. Kiedyś lubiłam samotność, ale teraz za bardzo mnie to przytłacza. Mogę nawet iść z mp3 w uszach przez zatłoczone miasto, patrząc się na całującą się ze sobą parę, byleby tylko nie patrzeć się na ścianę i nie rozpamiętywać tego wszystkiego. Nie myślenie jest trudne. Naprawdę. A ja jestem bardzo pamiętliwa. Niestety. I zbyt dużo rzeczy biorę sobie do serce. Chyba się powtarzam. Nieważne. Musiałam sobie ulżyć. Nie mogłam się skupić na oglądaniu dramy bo zadręczałam sama siebie tym wszystkim. Bo kiedyś dręczyło mnie jedno, teraz dręczy mnie drugie. Zbyt długo męczyła mnie jedna rzecz, dlatego teraz wręcz na siłę szukam pretekstu, byleby tylko myśleć o czymś, co mnie jednocześnie smuci i bawi. Bez sensu. Czasami wydaje mi się, że potrzebuję jakiejś pomocy. A może tylko mi się wydaje? Bredzę. Bredzę? Jutro się stąd wyciągam. Samotność mi nie służy, zwłaszcza wtedy, gdy oglądam romantyczną dramę i oglądam w niej swoje ideały mężczyzn, gdzie jeden ma złe imię. Lubię marudzić. Podobno cały czas marudzę, nawet gdy nie marudzę. Nie wiem już co mam mówić. Dlatego czasem mówię, co mi ślina na język przyniesie. Kiedy się zacinam, to znaczy, że z nieznanego powodu pomyślałam o czymś, o czym nie chciałam myśleć. Mam głupie problemy. Ale przynajmniej nie robię z siebie ofiary z miną sprawiającej wrażenie, jakbym zaraz miała iść na ścięcie. Przepraszam, ale tego typu zwracania na siebie uwagi tutaj nie tolerujemy. Też lubię zwracać na siebie uwagę, lecz nie w ten sposób.
Znów stałam się chaotyczna.
A może cały czas taka byłam?
To teraz wracam do mojego Choi Woo Younga (tak, to właśnie on nosi ten niefajny pseudonim)


Gonna be easy...

Dlaczego to jest tylko teaser? Chcę już pełną wersję bo zwariuję jeszcze bardziej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz