8.11.11

ouch.

Czy na tym świecie istnieje jeszcze szczerość? Prawda jest taka, że od pewnego czasu wszyscy przywdziewamy maski. Udajemy, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, staramy się zachowywać tak jak gdyby nigdy nic, a w rzeczywistości coś nas kuje głęboko w środku tak mocno, że nie możemy tego wewnętrznego bólu wytrzymać, ale mimo wszystko staramy się z tym walczyć z całych sił. Bo ja nie mogę dać po sobie poznać, że coś jest nie tak. Bo zaraz zaczną pytać, udawać, że się martwią albo naprawdę się martwić, próbować jakoś pomóc. Ale nie zawsze da się pomóc. A mówienie prawdy czasem wcale nie jest takie łatwe. Czasem męczymy się tak długo z naszym wewnętrznym bólem, a opowiadamy o nim dopiero kiedy już jest po wszystkim. Bo komuś innemu dzieje się psychiczna krzywda, więc warto wtedy opowiedzieć o tym co się działo kiedyś ze mną. A nawet jeśli, wręcz przeciwnie, pokazujemy nasze uczucia otwarcie, w taki sposób, że chodzę sobie z naburmuszoną miną, nic mnie nie obchodzi i gdzieś w głębi zastanawiam się czy ktoś widząc mnie w takim stanie, zainteresuje się powodem złego humoru. I mimo takiego zachowania, nawet jeśli ktoś się mną zainteresuje, z jednej strony się ucieszę, że mnie o to zapytał, ale i tak mu nie opowiem co jest grane. Albo po prostu zmyślę coś błahego na poczekaniu. Żeby jakiś tam powód sobie był. Bo nie można być wiecznie niezadowolonym z życia tak bez powodu. Nie przesadzajmy. Każdy z nas stosuje taki zabieg. Czasem jest tak źle, że nawet nie da się udawać inaczej i w końcu trzeba wybuchnąć. Ale czasem ludzie przejmują się tak prostymi sprawami, że to jest wręcz absurdalne. Nikomu nie bronię mieć gorszych dni, ale jeżeli problem nie jest ogromnie poważny, nie warto o nim myśleć, czyż nie? Podobnie jest z rzeczami, które dręczą nas od dłuższego czasu. Coś kiedyś było, potem na pewien czas zniknęło po to, by znowu do nas wrócić. I tak znika i wraca, znika i wraca, znika i wraca tak długo, że już zaczynamy stawiać tę sytuację na porządku dziennym. I o ile na początku ogarniają mnie jeszcze nerwy, to z każdym następnym dniem przyzwyczajam się do sytuacji, myśląc jedynie o tym, żeby było lepiej. W końcu jest lepiej. A gdy jest lepiej, to zaczynam zastanawiać się jak długo to potrwa. Zawsze jest nadzieja na to by trwało to jak najdłużej, najlepiej nieskończenie.

One day I will get revenge

1 komentarz:

  1. Pamiętaj, że każde kłamstwo kiedyś wyjdzie, w najmniej oczekiwanym momencie.
    Poza tym, ludzie, którzy tłumią w sobie uczucia i swoje prawdziwe ja, specjalnie zakładają maski - by nie przyznawać się samemu sobie do swojej osobowości.
    I nic, nawet najbardziej trwałe więzi, uczucia, ludzie... nic nie trwa wiecznie.
    Niestety.

    OdpowiedzUsuń