22.4.11

Dong.

^Wszyscy kochamy ambitne tytuły.

No to mamy Wielkanoc. Na tym blogu która to będzie? Chyba pierwsza bo nie przypominam sobie bym w zeszłym roku coś tu pisała w tym okresie. A nawet jeśli pisałam, to pewnie, jak zwykle był to zalążek wpisu i pozostał sobie w kopiach roboczych razem z innymi podobnymi szczątkami. Zdecydowałam, że będę pisać tego bloga częściej, bo ostatnio dość często mam wenę na takie swoje wypociny. Bo gdy się nie ma nic do roboty w autobusie po ostatnich zajęciach dodatkowej matematyki i wraca do domu w prawie pustym autobusie, to się zazwyczaj myśli o wszystkim i o niczym. Podobnie jest w drodze do szkoły, poczekalni u fryzjera czy w kolejce do kasy. Właściwie to każde miejsce jest dobre na przemyślenia. Nawet toaleta szkolna w czasie lekcji matematyki odbywającej się w bufecie. Tak. Nie tylko do myślenia każde miejsce jest dobre. Nieważne. Właściwie to co ja chciałam? Dużo tych rzeczy jest. Staram się rozpracowywać ludzką psychikę poprzez własne obserwacje, aczkolwiek nie jest to wcale takie łatwe, bowiem pozory mylą. Zabawny z kolei jest fakt, że w dzisiejszych czasach możemy poznać ludzi bez bezpośredniego kontaktu. Równie zabawne jest też to, że ja mogę wiedzieć o tym kimś wszystko, a ów ktoś nawet nie ma pojęcia kim jestem ja. Fajnie jest być takim obserwatorem, który mijając chociażby na swoim osiedlu niektóre osoby, wie o nich tyle, ile chciałby wiedzieć. To zresztą zależy też od stopnia zainteresowania. Jeśli uznam, że zupełnie nie wyróżniająca się niczym dziewczynka wpatrująca się we mnie dziwnym spojrzeniem nie jest warta mojego zainteresowania, to zostawiam ją w spokoju i nie zastanawiam się kim ona może być. Właśnie. Spojrzenia. Co sobie myśleć, kiedy ta sama mijana przez ciebie na ulicy osoba cały czas się na ciebie patrzy? Mam coś na twarzy? Jestem aż tak okropna, że przyciągam wzrok? A może na odwrót? Kogoś przypominam? Gdyby mnie ktoś zapytał dlaczego się na niego tak uporczywie patrzę, to w myślach mam dwie opcje: jesteś interesujący albo tak szpetny, że aż nie mogę się nadziwić. Albo zabawny. To jednak trzy opcje. Trzeci przykład leży właśnie na parapecie. W postaci zdjęcia. Dlatego nie mogę na niego zbyt długo patrzeć bo inaczej nie przestanę się śmiać. Każdy sposób jest dobry na pocieszenie się. Tak jak ryba śpiewająca Don't worry be happy. To jest takie pozytywne. Co jeszcze jest nie tak z tymi ludźmi? Wyraz twarzy. Nie lubię tej pokerowej twarzy. Bo nigdy nie wiem co sobie myśleć. Smutno ci? Wesoło? Neutralnie? Źle? Samotnie? Jesteś zdenerwowany? Więcej luzu. Uśmiech sprawia, że wygląda się młodziej. Chociaż w naszym pięknym kraju z zasady nikt się nie uśmiecha do obcych. Dlatego było mi tak przyjemnie gdy kiedyś uporczywie się w kogoś wpatrywałam i w nagrodę ujrzałam uśmiech na jego twarzy. Zaraz, zaraz. Miała być ludzka psychika, a przeszłam do uśmiechu. Mówiłam. Za dużo myśli. Już sama nie wiem co opowiadać. Ale pierwszy raz nie przyszłam siać tu dołującej atmosfery jak to wcześniej miałam w zwyczaju. Bo zawsze bywało tak, że jak już byłam gotowa coś tu napisać, to głównie po to, aby się poużalać. Dzisiaj się nie użalam. Jestem szczęśliwa. Nic się nie stało, tak po prostu. Są święta. Dzisiaj wreszcie realizuję swój od miesięczny plan pójścia na rolki. Jutro jajeczka i wysłuchiwanie kolejnych zabawnych historii, tak sądzę. Co jeszcze uda mi się zrealizować w ciągu tych wolnych dni? Czas pokaże, byle by tylko cieszyć się życiem i nie smucić, bo to nam nie wyjdzie na zdrowie.
Przypomniałam sobie o czym chciałam jeszcze prawić, ale jeśli nie zapomnę, to napiszę o tym następnym razem.
Znowu taki lekki chaos bez ładu i bez składu.
Kocham to.


Cause you know I'd walk a thousand miles if I could just see you

Fazy na Artystów dalszy ciąg.
Joe K. ♥

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz