26.3.11

Heartbeat.

W życiu każdego człowieka następuje taka chwila gdy pozornie niewinne zauroczenie niespodziewanie przeradza się w miłosną obsesję. Z czasem dzieje się to po prostu samo z siebie, gdy niemalże na co dzień mamy okazję widywać obiekt naszych westchnień, ale bywają także momenty, gdy jakieś zdarzenie, mające związek z ową osobą, powoduje nasilenie się tego uczucia. I choć początkowo staramy się zachowywać zupełnie tak jak gdyby nigdy nic i starać się tylko podziwiać ofiarę z daleka, nie próbując nawet podejmować żadnych radykalnych kroków, w końcu nastaje taki moment, gdy wewnątrz tego ważnego organu, który odpowiedzialny jest między innymi właśnie za to, że potrafimy żywić do innych jakiekolwiek namiętności, pląta się taki mały element, tzw. rzeczownik abstrakcyjny, którego nie można zobaczyć, powąchać, posmakować ani poczuć w sensie aromatycznym. Można go za to poczuć w innym sensie. W postaci bicia serca. Oczywiście, nie chodzi mi tutaj o takie zwykłe bicie serca, bo, jak każdemu wiadomo, wszystkim nam bije serce. Ów element sprawia, że ten rytm przyspiesza gdy tylko coś zobaczy. Albo kogoś. Czy nawet o tym kimś pomyśli. Lub tej pamiętnej, przelotem wcześniej wspomnianej, sytuacji. W takich chwilach czuję, że zwariuję, dlatego chciałabym mieć gdzieś na wierzchu przycisk, który umożliwiłby mi wyłączenie w moim mózgu funkcji jaką jest myślenie. Chciałabym po prostu spokojnie siedzieć na krześle w moim pokoju i w chwilach, gdy naprawdę nic mi się nie chce robić, po prostu patrzeć na ekran przed sobą, ścianę, sufit czy inne otaczające mnie tutaj przedmioty, bez jakichkolwiek krzątających mi się po głowie myśli. A ostatnimi czasy nie robię nic innego. Oszalałam. Najpierw moje myśli zajmowała gorsza sytuacja, która nagle wróciła do normy, co bardzo mnie cieszy. Jednakże, do mojej głowy musiało się przyplątać coś, co zajęłoby mi znowu pustkę. Tak. W głowie pusto nie jest, za to w sercu trochę tak. Pomijając ten element, o którym mówiłam wcześniej.
Tu się nie da pomóc, to musi samo przejść. Prędzej czy później. Zawsze przechodzi. Mimo, iż w minimalnym stopniu ta myśl co jakiś czas będzie powracać, ale nie będzie mnie już tak nękać. Nie pierwszy raz przeżywam efekt zauroczenia i, na nieszczęście, zapewne nie ostatni. Lecz ten aktualny 'kolejny raz' jest zbyt silny.
Co mnie cieszy? Że potrafię jeszcze spokojnie spać, jeść i zajmować myśli innymi rzeczami wtedy kiedy trzeba.


Adorable as hell.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz