8.5.10

Och.

Mam Wam tyle do powiedzenia, ale kompletnie nie wiem od czego zacząć i właściwie w chwili obecnej nie potrafię tego wszystkiego ubrać w słowa. Tym samym mam także taki problem, że gdy wiem co konkretnie pragnę tutaj przekazać, jestem zbyt daleko od Internetu, by to zrobić. Zresztą, już się kiedyś na to żaliłam. Spróbuję więc zacząć od początku, gadać od rzeczy, jak to zwykle robię, gdy coś chce powiedzieć, aż w końcu coś mi z tego chaotycznego marudzenia wyjdzie. Zaraz, zaraz...jakiego marudzenia? Dlaczego akurat marudzenia? Właśnie. Wydaje mi się, że ostatnio cały czas marudzę. Marudzę i narzekam. Nic mi nie pasuje, nic mi się nie podoba, wszystko mnie denerwuje. Nie, nie mam TYCH dni. Czasami zastanawiam się czy w ogóle jeszcze kiedykolwiek je będę mieć... Nie, nie jestem w ciąży. Doprowadzam swój organizm do rozpaczy, choć psychicznie nie zdaję sobie z tego sprawy. Nie jem - jest źle, jem - też jest źle. Bo znowu przytyję, więc muszę to czym prędzej spalić. Co z tego, że zaczynam więcej jeść? Na wadze nie przybieram. Z jednej strony to dobrze, z drugiej strony może to doprowadzić do czegoś niezbyt przyjemnego. TO. Jakie to? Bo chudnę kilogram na miesiąc, a od lekarza dowiaduje się, że to niedobrze. W poniedziałek będą mi badać wszystko co się da. Zniosę wszystko, ale nienawidzę pobierania krwi. Na samą myśl chce mi się płakać. Okropieństwo. Po co to wszystko piszę? Bo tak. Bo to BLOG, a podobno blog to coś w rodzaju internetowego pamiętnika, prawda? W pamiętniku mogę pisać wszystko, więc tutaj też. Nieważne czy ktoś to przeczyta czy nie. Czy będzie mnie pouczał czy nie. Dobrze. Kontynuujmy. W tym całym odchudzaniu jest jedna dobra rzecz. Schudłam. Jeszcze ponad rok temu miałam prawie nadwagę i lekarz chciał mnie wysłać do poradni dla otyłych, ale strasznie się tym przejęłam i wyszło mi to na dobre. No, z jednej strony. Jestem w normie, ale co będzie dalej? Bo to nienormalne, żeby schudnąć 4 kg w ciągu miesiąca, prawda? Skoro 1 kg w ciągu miesiąca to radykalny spadek wagi, to co dopiero te 4 kg. Więc dlaczego ludzie wymyślają diety w stylu Schudnij 7 kg w 3 tygodnie? Przecież to samobójstwo. Wszyscy jesteśmy samobójcami. Jedni się tną, inni ćpają (albo robią to i to.), jeszcze inni się odchudzają. Przecież ja jadłam. Normalnie jadłam. Nikt nie może mi zarzucić anoreksji. A przynajmniej pod względem fizycznym. Psychicznie, może rzeczywiście trochę zwariowałam. Ale nie pójdę do psychologa, jeśli nikt dorosły mi tego nie powie. Co się ze mną dzieje? Czy liceum faktycznie na wszystkich tak dziwnie działa? Co takiego się stało, że nagle z obrzydzeniem zaczęłam patrzeć na wszystko co nadaje się do spożycia? Głupie postanowienia. Momencik. Tak jakby jeden z moich wcześniejszych celów się spełnił. Chciałam schudnąć - schudłam. W końcu. Co dalej? Ta waga będzie teraz tak spadać i spadać aż w końcu naprawdę wyląduję w szpitalu? Po poniedziałkowych badaniach wszystko się okaże. Po. Bo trzeba czekać na wyniki. Koniec tego dołującego tematu. Zjadłam obiad, najadłam się i nie jem już nic. Byle do śniadania~
Wracając do osiągania celów, to chyba właśnie o tym chciałam zagaić. Jakiś tydzień temu siedziałyśmy z J. w poznańskiej pizzerii i tak sobie gadałyśmy, gdy w jakimś momencie powiedziałam jej, że aktualnie mam trzy najważniejsze cele. W kolejności przypadkowej, pierwszym z nich jest oczywiście zdanie matury i dostanie się na japonistykę. Widziałam już nawet uniwersytet na którym chciałabym studiować. Oczywiście wiem, że nie wystarczy tylko powiedzieć 'chcę', a wszystko nagle się spełni jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki (W tym momencie proszę na chwilę zapomnieć o moich dziwacznych pomysłach związanych z Harrym Potterem). Muszę zacząć ciężko pracować. Uczyć się. Szkoda, że jestem takim leniem, ale może motywacja jeszcze kiedyś mi wróci. Zapewne tuż przed samą maturą, gdy wreszcie zdam sobie sprawę z tego, że na naukę mam już strasznie mało czas i tylko będzie mnie zżerał stres przed tym, iż mogę przypadkiem nie zdać. O nie! Nie wolno mi tak myśleć. Będę dużo czytać, będę się uczyć, wezmę się za siebie! Kiedyś, w końcu. Uch, byleby naprawdę nie było za późno.
Dwa - chcę napisać książkę. To zabawne. Nie wiem o czym chcę napisać, ale wiem, że chcę napisać. I wierzę w to, że na pewno ją kiedyś napiszę. Nawet jeśli nie stanie się takim bestsellerem jak 'Harry Potter', to będę dumna z tego, że w ogóle ją ukończę (o ile wreszcie w końcu ją zacznę) i wydam.
I chyba najmniej prawdopodobnym na chwilę obecną celem jest wyjazd do Japonii. Tak, teraz faktycznie trudno jest uwierzyć w to, że mogłabym pojechać do tego niezwykłego kraju, ale podobnie jak w przypadku mojej książki, wierzę, że uda mi się wybrać w tamte strony. Nieważne czy nastąpi to przed moją emeryturą czy po. Chcę do Japonii.
Raz, dwa, trzy. Japonistyka, książka i Japonia. Dla nich żyję. W sumie. Szkoda, że jestem takim leniem. Może gdyby nie to, miałabym chociaż kilka stron książki, lepsze oceny w szkole i lepiej mówiłabym po japońsku? Stop. Przydałby mi się jakiś wewnętrzny trening. Dużo myślę, ale mało robię. Pora aby wziąć się do roboty i przestać na siebie narzekać. Zobaczycie, jeszcze kiedyś przechodząc obok wystawy księgarni, nagle cofniecie się i przystaniecie na chwilę bo jakieś znajome nazwisko rzuci Wam się w oczy. No, chyba, że do tego czasu zdążę je zmienić~.
Koniec?


When I woke up tonight I said I'm gonna make somebody love me


PS. Co mnie jeszcze denerwuje? Brak ikonki z wyjustowaniem tekstu, zmianą koloru oraz czcionki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz