30.1.10

Eh, eh, uh, uh.

I znowu wypadło mi z glowy to co planowałam tutaj wcześniejszej napisać. Przykro mi, że pomysły na notki wpadają mi akurat wtedy gdy komputera nie ma w zasięgu ręki lub jest wyłączony, a także nigdy w takich chwilach nie mam okazji by zanotować sobie to wszystko na kartce, w zeszycie czy na czymkolwiek innym nadającym się do takowej czynności. Wybaczcie mi więc ten, właściwie zbędny wstęp, ale jak już jest, to niech sobie będzie. Pora przejść do rzeczy, bowiem pamiętam o czym miałam prawić. Analizowałam swój byt od czasu wkroczenia w progi szkoły średniej do teraz i doszłam do wniosku, że chyba w całym swoim życiu nie doznałam tyle bólu psychicznego, ile w ciągu tych zaledwie pięciu miesięcy. Tak, to nie ja padłam ofiarą różnego typu używek, drastycznych rozwiązań nie wiadomych powodów czy innych tego typu spraw, z którymi wcześniej nie miałam tak dużej styczności jak teraz, aczkolwiek teraz była to tylko taka...pobieżna styczność. Słuchałam, coś widziałam, rozmawiałam i starałam się pomóc (a przynajmniej próbowałam), teraz podobno jest spokój. A przynajmniej mi się tak wydaje. Poza sprawami fizycznych uzależnień, ludzie w koło mają też inne problemy. Osobiście przyznaję, iż są one mniejszej wagi niż te poprzednie, ale każdy problem jest ważny, nieprawdaż? Nie z każdym problemem także da się poradzić. Są takie rzeczy, w których, jeśli Ty sam sobie nie pomożesz, to nikt inny też nic za Ciebie nie zdziała. Nie mówiąc już o tym, gdy inni próbują, ale Ty te próby odpychasz. Nic, tylko stanąć, spojrzeć na Ciebie ze znudzeniem, wzruszyć ramionami i westchnąć. Naprawdę, chyba zacznę tak robić. I tak, kiedy myślę o tym co mam zrobić z innymi ludźmi, mam wrażenie, że chyba jestem trochę nieczuła. Mówię oczywiście o tych bliskich ludziach bo tę resztę to ja mam gdzieś. Nie daję rady i już powoli przestaję za niektórymi nadążać. Mój wskaźnik cierpliwości zaś niedługo się wyczerpie. Kiedyś naprawdę tak porządnie się na wszystkich wydrę, że będę mogła pożegnać się z mianem flegmatyka, chociaż, skoro naprawdę jestem taka flegmatyczna, to może ja nawet krzyknąć porządnie nie potrafię? Wiem, że jedna osoba może być różnie postrzegana przez innych, ale jak to jest, iż przez poprzednie trzy lata byłam wybuchowa, agresywna i buntownicza, a przez kolejne trzy lata będę zapewne spokojna, flegmatyczna i nie nadająca się do życia. Fakt, mam swoje okresy typu Nie chce mi się żyć, lecz staram się podchodzić do życia z większą werwą. A może nie? Może to tylko mi się tak wydaje? Nie wiem. Nic już nie wiem. Was jest tak dużo i tak dużo mówicie, mam tak pogmatwane myśli przez to wszystko, że ja już sama nie wiem co ja w ogóle mam myśleć. Czy ja przeżyję? Czy będę mogła siąść z kimś kiedyś w jakimś ładnym miejscu pod rozgwieżdżonym niebem, beztrosko się uśmiechać i myśleć tylko o tym, że księżyc dzisiejszej nocy jest naprawdę magiczny? Nie chcę siedzieć z kimś kto tylko powie mi, iż wolałby siedzieć tutaj z kimś innym. To by było przykre. Naprawdę, przykre byłoby usłyszeć 'Masz rację, ten księżyc jest magiczny, ale chciałabym by ktoś jeszcze tutaj z nami siedział'. Zrozumiałabym takie pragnienie, przebywając w takiej sytuacji w samotności. Ale będąc samotnym, również można cieszyć się niektórymi rzeczami.
Chciałabym go mieć przy sobie. Ech. Za to ja chciałabym zmienić świat na lepsze. A przynajmniej jakąś jego część.

I've got it all wrong but it felt so right.

Wcale nie staczam się muzycznie. Po prostu...jakoś wkręciła mi się ta piosenka.

1 komentarz:

  1. Pomimo tego, że masz cholerenie długie notki, to kocham je czytac. :3
    Kakumei, kochanie, wierze z całego mojego przegreendayowanego serduszka, że uda nam się spełnic wszytskie marzenia.
    Nawet te, że Chińczycy wkrótce opanują nasze zasyfione miasteczko, a my będziemy ich zakładnikami produkującymi samych siebie Made In China.
    Widzisz? Ktoś tu zagląda na Twojego bloga!
    <3

    OdpowiedzUsuń