14.8.18

Nie wiem.

Nie chcę być w żadnym z tych miejsc. Nie chcę być ani tutaj, ani tam. Z jednej strony jest mi przykro, że nie mam z kim wyjść z domu w sierpniowy wieczór, z drugiej strony w jednym domu marudzi mi nad głową chłopak, w drugim mama, a ja zaczęłam pragnąć świętego spokoju. Jestem okropnie niezdecydowana i jednocześnie straszna ze mnie hipokrytka. Mam swoje gry, komiksy, kreskówki i podręczniki do nauki języków. Po co mi rozmowy z ludźmi, którzy umawiają się na spotkanie tylko z grzeczności, a dzień przed z niego rezygnują, podając zupełnie niezrozumiały dla mnie powód? Chyba odpowiada mi moje noł lajfienie. Pragnę ciszy i warunków, aby skupić się na tym, co w danym momencie robię. Naprawdę nie rozumiem sama siebie. Albo chcę tych ludzi, albo ich nie chcę. A może po prostu już się przyzwyczaiłam do ograniczonego towarzystwa? Byle do października lub ewentualnego znalezienia pracy i może "oddziczeję" ponownie.
Huh.