24.8.17

Życie na bezrobociu

Który to dziś mamy? Ojej, to już 24ty sierpień? No proszę, wakacje powoli się kończą, a rok szkolny zbliża wielkimi krokami. Takiej osoby jak ja nie powinno interesować kiedy rozpoczyna się szkoła, skoro nie uczęszcza do niej już od jakichś kilku lat. Wakacji też raczej mieć nie powinnam, poza jakimś tam kilku (lub kilkunasto) dniowym urlopem. Jestem na tyle dorosła, że powinnam już chodzić do pracy, zarabiać na siebie i być niezależna! Tylko jak tu na siebie zarabiać, skoro nikt mi tej pracy nawet nie chce dać?
Dokładnie 29 czerwca po raz ostatni postawiłam nogę w sklepie, w którym byłam, nie klientem, a pracownikiem. Można więc rzec, że wraz z tym dniem dla mnie również zaczęły się, swego rodzaju, wakacje. Oczywiście, cały lipiec biegałam na rozmowy. Miałam przynajmniej dwie - trzy w tygodniu. Niestety nic z tego nie wynikało, bo albo miałam za wysokie kwalifikacje albo za niskie. Nie przyjęli mnie do banku (banków), centrum kredytowego (bo sama dałam ciała na rozmowie, ale może to i lepiej), sklepu odzieżowego ani nawet do piekarni, w której pracowałam przez ostatni tydzień lipca, tylko po to, by wszyscy pracownicy, łącznie z szefostwem, mnie olali. Dobrze, że chociaż się ze mną rozliczyli, bo inaczej zgłosiłabym ich do inspekcji pracy. Do dziś jednak nie usłyszałam nawet zwykłego "Pani K., z przykrością muszę panią poinformować, że jednak nie możemy pani przyjąć na stałe". Nie, im się coś we mnie nie spodobało, a na samej piekarni dalej wisi kartka z informacją, że zatrudnią pracownika. No cóż. Może świeżo upieczony magister z administracji ma większe szanse na karierę w piekarni niż nauczyciel angielskiego? Chociaż może to i lepiej, nie zależało mi na tej pracy. Jest mi po prostu przykro, że zostałam tak bezczelnie zignorowana. Pan Szef popisał się kompletnym brakiem profesjonalizmu. Ech, szkoda słów. Tym sposobem żyję z dnia na dzień, wciąż wysyłając CV i w główce snuję plany na to jak żyć. Może jednak napiszę tę książkę? A może zacznę rysować komiks? Może nauczę się rysować na tyle profesjonalnie, że będę tworzyć grafiki? A może będę pisać artykuły? Sama nie wiem. Wiem, że nie jestem na tyle dobra, by jakiekolwiek moje prace, czy to tekstowe, czy ołówkowe, zyskały uznanie. Postanowiłam się jednak nie poddawać i zacząć małymi kroczkami. Skoro nie mam pracy, to mam mnóstwo czasu, żeby zajmować się swoim hobby. Dlatego cofnęłam się w rozwoju o jakieś 10 lat i zaczęłam pisać opowiadanie. Założyłam nawet bloga. A nuż, ktoś kliknie.
KLIK!
Tymczasem, znikam szukać kolejnych ofert pracy. Jednocześnie przygotowuję się psychicznie na kolejne odmowy.
Byle do września, to chociaż będę gadać po angielsku z dziećmi.

Mother Russia!